No nareszcie coś nowego panie Miedku bo już se myśleliśmy że coś.
Pluję se w brodę, że przegapiłem tę płytę kiedyś na allegro za 8 złotych. Bo jak już jest, to tyle co za dobry koniak gruziński trzeba dać. Albo nawet dwa.
I don't know whether this piano/trio stuff is written or improvised, perhaps both at the same time. Lost and long out-of-print gem, maybe not quite Cecil Taylor, but stands on its own.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą most likely never to be reissued. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą most likely never to be reissued. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 6 października 2013
wtorek, 1 października 2013
Re-óp: Raga Sangit
Śniło mi się, że spotkałem Marię Pomianowską i powiedziałem jej, w jakim to kiedyś świetnym zespole grała, a ona obrzuciła mnie stekiem wyzwisk, z których najlżejsze to "ty suko biłgorajska".
http://panmietek.blogspot.com/search?q=raga+sangit
I turns out that the 1980s, Iron-Curtain Poland was a good place for North Indian music.
http://panmietek.blogspot.com/search?q=raga+sangit
I turns out that the 1980s, Iron-Curtain Poland was a good place for North Indian music.
Etykiety:
cassette rips,
classical Indian,
most likely never to be reissued,
Polish,
vinyl
wtorek, 22 stycznia 2013
Witold E. Szczurek - "The Spark", 1987
Lata 80 były niezmiernie pracowitą dekadą dla Witolda Szczurka, który nie dość, że grał na basie we WSZYSTKICH ówczesnych projektach Tomasza Stańki, to jeszcze prowadził własny zespół Basspace, a i to nie wszystko. Znalazł jednak też czas na nagranie solowego (w paru utworach z Januszem Skowronem na organach) recitalu kontrabasowego w Kościele Ewangelicko-Augsburskim w Warszawie. Płyta, która mogłaby być ozdobą katalogu wytwórni ECM, zyskała bardzo dobre recenzje, co wcale nie było regułą jeśli idzie o pozostałe produkcje WES-a.
ps. chciałem zgrać tę płytę już bardzo dawno temu, ale mój egzemplarz jest tragicznie wytłoczony. Tu - zgranie kolegi Aua sprzed paru lat, moje fotki.
ps2. Basspace re-up:
http://en.packupload.com/7ABNWAMUHT2
The 1980s were an extremely busy decade for Mr. Witold E. Szczurek, the low-end manhandler in ALL Tomasz Stanko's bands and projects of the time as well as the leader of his own Basspace combo. In spite of that, he spared the time to record his solo double bass recital in Warsaw's Evangelical church. Surprisingly, the meditative, ECM-style record garnered unanimous excellent reviews, which was not necessarily the case with WES's other outings.
ps. chciałem zgrać tę płytę już bardzo dawno temu, ale mój egzemplarz jest tragicznie wytłoczony. Tu - zgranie kolegi Aua sprzed paru lat, moje fotki.
ps2. Basspace re-up:
http://en.packupload.com/7ABNWAMUHT2
The 1980s were an extremely busy decade for Mr. Witold E. Szczurek, the low-end manhandler in ALL Tomasz Stanko's bands and projects of the time as well as the leader of his own Basspace combo. In spite of that, he spared the time to record his solo double bass recital in Warsaw's Evangelical church. Surprisingly, the meditative, ECM-style record garnered unanimous excellent reviews, which was not necessarily the case with WES's other outings.
Etykiety:
avant-garde,
contemporary classical,
jazz,
most likely never to be reissued,
Polish,
vinyl
czwartek, 29 listopada 2012
Jeremi Przybora - "Piosenki starszego pana", kaseta, 1979
Chyba unikalna kaseta zgrana kilka lat temu przez kolegę Aua, podziękujmy mu wraz z życzeniami urodzinowymi. Można te piosenki uznać, jak sądzę, za ostatnie utwory Starszych Panów. Przybora na starość cosik złagodniał, liryczne ostrze się odrobinkę stępiło, są tu mimo to dwa numery genialne: "Dziadek Paździerzak" i "Idę cienistą stroną ulicy". I właśnie poczułem powołanie, by o tym drugim coś powiedzieć.
Tę przeuroczą piosenkę okrasza partia klawesynu, która, jak mi się wydaje, w dzisiejszych czasach uznana by została za zbyt niechlujną - została zagrana tak nieprecyzyjnie, że trzeba by było ją nagrać jeszcze raz, albo posadzić za tym instrumentem perkusistę, który wyrobiłby z rytmem. Jeśli zaś idzie o tekst, to to, co Przybora wspomina o tym, co śpiewa Billie Holiday, wymaga sprostowania. W naszym, umiarkowanym klimacie, słoneczna strona ulicy oznacza komforcik. Inaczej niż w południowych stanach Stanów Zjednoczonych, gdzie w czasach segregacji rasowej uchwalono, że tą stroną ulicy, która się chowa w cieniu, mogą chodzić tylko biali, dla "białych inaczej" natomiast zarezerwowano całą stronę utamlionną sołncem. Tak więc kiedy ktoś śpiewa "I'm on the sunny side of the street", to raczej nie ma na myśli faktu, że się cieszy z tego, że mu się serotonina podnosi.
Tę przeuroczą piosenkę okrasza partia klawesynu, która, jak mi się wydaje, w dzisiejszych czasach uznana by została za zbyt niechlujną - została zagrana tak nieprecyzyjnie, że trzeba by było ją nagrać jeszcze raz, albo posadzić za tym instrumentem perkusistę, który wyrobiłby z rytmem. Jeśli zaś idzie o tekst, to to, co Przybora wspomina o tym, co śpiewa Billie Holiday, wymaga sprostowania. W naszym, umiarkowanym klimacie, słoneczna strona ulicy oznacza komforcik. Inaczej niż w południowych stanach Stanów Zjednoczonych, gdzie w czasach segregacji rasowej uchwalono, że tą stroną ulicy, która się chowa w cieniu, mogą chodzić tylko biali, dla "białych inaczej" natomiast zarezerwowano całą stronę utamlionną sołncem. Tak więc kiedy ktoś śpiewa "I'm on the sunny side of the street", to raczej nie ma na myśli faktu, że się cieszy z tego, że mu się serotonina podnosi.
Etykiety:
cassette rips,
chanson,
literary,
most likely never to be reissued,
Polish
środa, 14 listopada 2012
Olivier Messiaen - Vingt Regards sur l'Enfant Jesus (A. Batagov, Melodiya, 1990)
Już kilka razy pisałem, że wracam do korzeni Pana Mietka, a teraz się okazuje, że to korzenie wracają do mnie - stare pliki z netu pousuwane, stare płyty z szuflad powyciągane. Ahoj przygodo. Wiele osób prosiło o to - "20 spojrzeń na dzieciątko Jezus" Messiaena w wersji jeszcze radzieckiej, której nawet na Discogs nie ma. Stary post z tym materiałem jest tutaj, w komentarzach stosowne odnośniki.
A re-upload of the robust, 3CD-spanning Soviet version of Messiaen's "Twenty contemplations on the infant Jesus" which has not deserved a single mention on Discogs, so far. On popular demand.
A re-upload of the robust, 3CD-spanning Soviet version of Messiaen's "Twenty contemplations on the infant Jesus" which has not deserved a single mention on Discogs, so far. On popular demand.
poniedziałek, 1 listopada 2010
Rewizyta: Helmut Nadolski, Iga Cembrzyńska, Sesja 72 - "Cztery dialogi z sumieniem"
W komentarzu do posta z poprzednią wersją poinformowano mnie, że nawet sami artyści nie mają tej płyty. Cieszmy się (he he) tym co mamy - oto to samo co poprzednio, tylko trochę oczyszczone z klików. Jak ktoś lubi muzykę a nie lubi trzasków, to polecam. Mediafire, 64 Mb. (przepraszam Jarosława Kaczyńskiego, że przez ostatni rok nie używałem Mediafire tylko jakieś badziewne multi-serwery, które i tak gubią pliki)
Anonymous commenter under the previous post revealed that even the performers of this album do not own a single copy of it, so get a cleaner version of this super rarity and hope for a re-release in 2047.
Anonymous commenter under the previous post revealed that even the performers of this album do not own a single copy of it, so get a cleaner version of this super rarity and hope for a re-release in 2047.
Etykiety:
avant-garde,
chanson,
contemporary classical,
jazz,
most likely never to be reissued,
Polish,
vinyl
czwartek, 28 października 2010
Swans - "The Burning World", 1989
Kiedy ostatnio mieliście tak, że słuchaliście przez parę dni jednej piosenki w kółko? Ja w zeszłym tygodniu i właściwie jeszcze mi się nie skończyło, z ostatnim numerem z tej płyty, "God Damn The Sun". I nic, że znam to na pamięć od 21 lat. Może się Michael Gira odżegnywać od tej płyty, ale ja i tak uważam że jest zajebista.
When was the last time you were listening to a song on off for a couple of days? It happened - and still is sort of happening - to me last week with "God Damn The Sun", the last track off it. Regardless of the fact I've known every second of it for 21 years. Mr. Gira may be disowning&disparaging this record, but it's one fuckin' great album, methinks.
When was the last time you were listening to a song on off for a couple of days? It happened - and still is sort of happening - to me last week with "God Damn The Sun", the last track off it. Regardless of the fact I've known every second of it for 21 years. Mr. Gira may be disowning&disparaging this record, but it's one fuckin' great album, methinks.
niedziela, 26 września 2010
Helmut Nadolski, Iga Cembrzyńska, Sesja 72 - "Cztery dialogi z sumieniem"
Dziś pan Mietek na sępa:
http://mutant-sounds.blogspot.com/2010/09/iga-cembrzynska-session-72-four.html
(aka Mietek the Freeloader)
wersja odczyszczona z klików
a cleaner sounding version
http://mutant-sounds.blogspot.com/2010/09/iga-cembrzynska-session-72-four.html
(aka Mietek the Freeloader)
wersja odczyszczona z klików
a cleaner sounding version
Etykiety:
avant-garde,
jazz,
most likely never to be reissued,
Polish,
vinyl
wtorek, 16 marca 2010
Ars Nova - El Llibre Vermell (1991)
Było już wcześniej, ale ze złym linkiem. Teraz naprawione.
Mam niejasne podejrzenia, że to właśnie ta płyta była początkiem lawiny, w której później wydarzyły się i "Fronda", i kato-rock lat 90. Na pewno jej fanem był Budzyński; a myślę, że tekst na okładce płyty, o odkrywanej na nowo duchowości średniowiecza, później czytałem dziesiątki razy w "Brulionie" i piśmie na F, tylko że pod innymi tytułami i pisany przez innych autorów.
Rzecz jest, proszę państwa, genialna. Pieśni pielgrzymów do klasztoru Montserrat, gdziekolwiek on się znajduje. Podobnie grali wtedy Dead Can Dance, tylko że gorzej. A te pieśni też słyszałem już w innych wersjach, ale z takim wyczuciem jak zespół Jacka Urbaniaka, to nikt nie zagrał. (Radzę też zwrócić uwagę na typowo rockową dramaturgię płyty.)
Ma ten kompakt mój kolega i od 10 lat obiecuje mi zrobić kopię. Jest to niestety taka muzyka, że tylko w lossless; no, ale jak nie ma, to póki co muszą nam wystarczyć pliki mp3 320 dostarczone przez czytelnika o ksywie Er. Pomyślcie o nim z wdzięcznością słuchając tej muzy: tutaj albo tutaj, a najlepiej od razu do Mediafire.
FLAC!!!
Songs of the pilgrims to the Montserrat monastery performed by the brilliant Ars Nova (see the previous post). It is the best version of these songs I've heard. Dead Can Dance would kill to sound like this. While listening to this album, pay attention to the perfectly r'n'r-like track sequencing, sides A and B and stuff: to be found here or here or here, cuz the CD is way long out of print.
Mam niejasne podejrzenia, że to właśnie ta płyta była początkiem lawiny, w której później wydarzyły się i "Fronda", i kato-rock lat 90. Na pewno jej fanem był Budzyński; a myślę, że tekst na okładce płyty, o odkrywanej na nowo duchowości średniowiecza, później czytałem dziesiątki razy w "Brulionie" i piśmie na F, tylko że pod innymi tytułami i pisany przez innych autorów.
Rzecz jest, proszę państwa, genialna. Pieśni pielgrzymów do klasztoru Montserrat, gdziekolwiek on się znajduje. Podobnie grali wtedy Dead Can Dance, tylko że gorzej. A te pieśni też słyszałem już w innych wersjach, ale z takim wyczuciem jak zespół Jacka Urbaniaka, to nikt nie zagrał. (Radzę też zwrócić uwagę na typowo rockową dramaturgię płyty.)
Ma ten kompakt mój kolega i od 10 lat obiecuje mi zrobić kopię. Jest to niestety taka muzyka, że tylko w lossless; no, ale jak nie ma, to póki co muszą nam wystarczyć pliki mp3 320 dostarczone przez czytelnika o ksywie Er. Pomyślcie o nim z wdzięcznością słuchając tej muzy: tutaj albo tutaj, a najlepiej od razu do Mediafire.
FLAC!!!
Songs of the pilgrims to the Montserrat monastery performed by the brilliant Ars Nova (see the previous post). It is the best version of these songs I've heard. Dead Can Dance would kill to sound like this. While listening to this album, pay attention to the perfectly r'n'r-like track sequencing, sides A and B and stuff: to be found here or here or here, cuz the CD is way long out of print.
piątek, 12 lutego 2010
New Presentation (Wojciech Niedziela Trio), 1987; Pick Up - To nie jest jazz, 1989
Okładki, kurwa, okładki. No naprawdę.
Polska płyta jazzowa z drugiej połowy ejtisów mogła mieć okładkę zaprojektowaną albo przez duet Maciej Buszewicz/Lech Majewski, albo przez Mirosława Makowskiego. Portretowy styl Marka Karewicza odszedł już w niebyt (czy jestem jedynym człowiekiem, który nie lubi jego okładek?); z duchem czasu bardziej współgrały figuratywny minimalizm spółki MB/LM i foto-kolażowy anarchizm pana MM. Zgoda, mieli i swoje słabe strony: ci pierwsi robili (w pewnym momencie) okładki do WSZYSTKICH płyt Poljazzu i przykro było patrzeć, jak tę bogatą przecież stylistycznie scenę wciska się w identycznie krojone garniturki, a i Makowski po kilku latach wyprztykał się z pomysłów, dna sięgnąwszy na "Zespole gitar elektrycznych" Voo Voo. Teraz jednak podziwiajmy artystów w chwilach ich triumfu:



Polska płyta jazzowa z drugiej połowy ejtisów mogła mieć okładkę zaprojektowaną albo przez duet Maciej Buszewicz/Lech Majewski, albo przez Mirosława Makowskiego. Portretowy styl Marka Karewicza odszedł już w niebyt (czy jestem jedynym człowiekiem, który nie lubi jego okładek?); z duchem czasu bardziej współgrały figuratywny minimalizm spółki MB/LM i foto-kolażowy anarchizm pana MM. Zgoda, mieli i swoje słabe strony: ci pierwsi robili (w pewnym momencie) okładki do WSZYSTKICH płyt Poljazzu i przykro było patrzeć, jak tę bogatą przecież stylistycznie scenę wciska się w identycznie krojone garniturki, a i Makowski po kilku latach wyprztykał się z pomysłów, dna sięgnąwszy na "Zespole gitar elektrycznych" Voo Voo. Teraz jednak podziwiajmy artystów w chwilach ich triumfu:



środa, 27 stycznia 2010
Jazz Jamboree 1961 vol. 2
No, niby już było, ale tylko połowa płyty i ze wszystkimi trzaskami. Teraz jest wszystko:
1. Flamingo - Utwór na temat pieśni śląskiej/The Piece on the Theme of a Silesian Folksong
2. Krzysztof Komeda Trio [!] - This or This
3. Jerzy Duduś Matuszkiewicz Swingtet - A Tisket, A Tasket
4. Jan Ptaszyn Wróblewski & Jazz Outsiders - Nineteenager's Riff
5. New Orleans Stompers - Cansas [sic] City
6. S. "Drążek" Kalwiński - Jazz 61
i to lepiej zgrane i odklikane, ale nie tylko dlatego powtarzam. Przyjrzałem się uważnie spisowi wykonawców. W niemal każdym zespole znalazłem jakieś interesujące nazwisko. W jedynce - Jerzy Derfel na fortepianie, późniejszy współpracownik Wojciecha Młynarskiego; w dwójce na perkusji Leszek Dudziak, brat późniejszej Urszuli Dudziak; w piątce - na puzonie (tak!) Zbigniew Namysłowski, późniejszy Zbigniew Namysłowski.
No i w ogóle, cholera...czy tylko ja mam tę płytę? Na pewno nie. Aha, no to w takim razie tylko ja MAM płytę i CHCE mi się ją zgrywać i ładować do sieci...wszystko dla Was, drodzy słuchacze (z wyjątkiem okładek, rzecz jasna...): mp3 320 - Mutliupload, 64 Mb; FLAC : Multiupload, 85 Mb (mono).
It seems that I am the only one to OWN this record and BE WILLING to rip, un-click and upload it for the entire humanity to listen in awe. That's an interesting 10-inch piece of vinyl; traditional pieces alternating modernist ones. Komeda rules, Ptaszyn+Jazz Outsiders blooody rule, S. Kalwinski goddamn rules. Get it in mp3 320 here - Mutliupload, 64 Mb; FLACs : Multiupload, 85 Mb.
1. Flamingo - Utwór na temat pieśni śląskiej/The Piece on the Theme of a Silesian Folksong
2. Krzysztof Komeda Trio [!] - This or This
3. Jerzy Duduś Matuszkiewicz Swingtet - A Tisket, A Tasket
4. Jan Ptaszyn Wróblewski & Jazz Outsiders - Nineteenager's Riff
5. New Orleans Stompers - Cansas [sic] City
6. S. "Drążek" Kalwiński - Jazz 61
i to lepiej zgrane i odklikane, ale nie tylko dlatego powtarzam. Przyjrzałem się uważnie spisowi wykonawców. W niemal każdym zespole znalazłem jakieś interesujące nazwisko. W jedynce - Jerzy Derfel na fortepianie, późniejszy współpracownik Wojciecha Młynarskiego; w dwójce na perkusji Leszek Dudziak, brat późniejszej Urszuli Dudziak; w piątce - na puzonie (tak!) Zbigniew Namysłowski, późniejszy Zbigniew Namysłowski.
No i w ogóle, cholera...czy tylko ja mam tę płytę? Na pewno nie. Aha, no to w takim razie tylko ja MAM płytę i CHCE mi się ją zgrywać i ładować do sieci...wszystko dla Was, drodzy słuchacze (z wyjątkiem okładek, rzecz jasna...): mp3 320 - Mutliupload, 64 Mb; FLAC : Multiupload, 85 Mb (mono).
It seems that I am the only one to OWN this record and BE WILLING to rip, un-click and upload it for the entire humanity to listen in awe. That's an interesting 10-inch piece of vinyl; traditional pieces alternating modernist ones. Komeda rules, Ptaszyn+Jazz Outsiders blooody rule, S. Kalwinski goddamn rules. Get it in mp3 320 here - Mutliupload, 64 Mb; FLACs : Multiupload, 85 Mb.
Etykiety:
jazz,
most likely never to be reissued,
Polish,
vinyl
czwartek, 24 grudnia 2009
Jan Jarczyk - "To and Fro", LP, 1979/1981
Kupiłem tę płytę chyba pół roku temu; w pierwszej chwili się rozczarowałem, ale po jakimś czasie się okazało, że naprawdę jej słucham - w całości i to nie raz. Jarczyk, pianista, przyjaciel Zbigniewa Seiferta - ten album nagrał miesiąc-dwa po jego śmierci. Pierwsza i druga strona różnią się dość mocno, i to nie tylko poziomem głośności. Panowie chyba byli pod letkim wpływem Pata Metheny'ego, który wtedy był nowością i rewelacją. A zrealizował te nagrania w Szwecji Andrzej Poniatowski - jego następne wielkie dzieła to nagrania Izy z Budką i Maanamu. Mediafire, 58 Mb.
So basically, Komeda spawned Stanko, Stanko spawned Seifert, and Seifert spawned Jan Jarczyk; and each consecutive artist sounded different from his precedessor. Here is a somewhat light-hearted effort from Mr. Jarczyk, not very far removed from Pat Metheny's recordings of the era (esp. side B) - Mediafire, 58 Mb.
FLAC - 182 Mb.
So basically, Komeda spawned Stanko, Stanko spawned Seifert, and Seifert spawned Jan Jarczyk; and each consecutive artist sounded different from his precedessor. Here is a somewhat light-hearted effort from Mr. Jarczyk, not very far removed from Pat Metheny's recordings of the era (esp. side B) - Mediafire, 58 Mb.
FLAC - 182 Mb.
niedziela, 29 listopada 2009
Free Cooperation - "Our Master's Voice", 1989

O roku ów...
Ta płyta wyszła bez żadnej zapowiedzi - doznałem, pamiętam, w sklepie lekkiego szoku. Znałem część tytułów z radia, a otwierający całość utwór "Promotion" także i z płyty Przybielskiego; więc kiedy usłyszałem pierwsze dźwięki, pomyślałem, że coś pomylono podczas tłoczenia tej płyty, zwłaszcza że odbyło się ono na bratniej, acz dalekiej Kubie. Ale jednak nie. Ta piękna ballada zaaranżowana została na plastikowy syntezator i papierową gitarę.
Na szczęście dalej jest lepiej - słychać cały zespół:

weselej, tie-breakowato, a ostatni numer to prawdziwy free-noise. Raduje się dusza: mp3/v0 albo FLAC - strona A[LINK NAPRAWIONY] i strona B.
Etykiety:
avant-garde,
jazz,
most likely never to be reissued,
Polish,
vinyl
czwartek, 12 listopada 2009
Tie Break - "Duch wieje kędy chce", kaseta, 1990
Nie mam czasu nic napisać. Super rzadka rzecz. Świetna, choć wydawało mi się kiedyś inaczej. Edycja Paulińska 1990. Mediafire, 106 Mb.
ps. jeśli utwór a2 się Wam nie rozpakowuje, to macie go tutaj.
In a few days I'll be able [EDIT: I wasn't...] to sit down and write a thing or two about this super-super rare 1990 cassette from Tie Break released by The Pauline Fathers Edition. Excellent stuff. Mediafire, 106 Mb.
ps. should you have trouble unpacking song A2, it is separately here.
ps. jeśli utwór a2 się Wam nie rozpakowuje, to macie go tutaj.
In a few days I'll be able [EDIT: I wasn't...] to sit down and write a thing or two about this super-super rare 1990 cassette from Tie Break released by The Pauline Fathers Edition. Excellent stuff. Mediafire, 106 Mb.
ps. should you have trouble unpacking song A2, it is separately here.
Subskrybuj:
Posty (Atom)