Czyli zasadniczo Świetliki w składzie bez katolika Radziszewskiego, za to z buddystą Gralakiem na jego miejsce. Czy była to zamiana na lepsze? - a czy buddyzm jest lepszy od chrześcijaństwa?
Literary art-indie combo Swietliki in an emergency lineup - guitarless, but featuring trumpet player Gralak (Tie Break, YeShe, Free Cooperation).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literary. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 stycznia 2014
czwartek, 28 marca 2013
Budzy & Trupia Czaszka - "Uwagi Józefa Baki", 2004
Czy znajdziemy na Wielki Tydzień coś lepszego niż wiersze 18-wiecznego jezuity zaśpiewane wyryczane przez Siekierową inkarnację Budzyńskiego?
The core line-up of the excellent Christian prog-punk band Armiasinging growling poems by Jesuite Jozef Baka, 1707-1780. Listen and repent, lowly sinners.
The core line-up of the excellent Christian prog-punk band Armia
czwartek, 29 listopada 2012
Jeremi Przybora - "Piosenki starszego pana", kaseta, 1979
Chyba unikalna kaseta zgrana kilka lat temu przez kolegę Aua, podziękujmy mu wraz z życzeniami urodzinowymi. Można te piosenki uznać, jak sądzę, za ostatnie utwory Starszych Panów. Przybora na starość cosik złagodniał, liryczne ostrze się odrobinkę stępiło, są tu mimo to dwa numery genialne: "Dziadek Paździerzak" i "Idę cienistą stroną ulicy". I właśnie poczułem powołanie, by o tym drugim coś powiedzieć.
Tę przeuroczą piosenkę okrasza partia klawesynu, która, jak mi się wydaje, w dzisiejszych czasach uznana by została za zbyt niechlujną - została zagrana tak nieprecyzyjnie, że trzeba by było ją nagrać jeszcze raz, albo posadzić za tym instrumentem perkusistę, który wyrobiłby z rytmem. Jeśli zaś idzie o tekst, to to, co Przybora wspomina o tym, co śpiewa Billie Holiday, wymaga sprostowania. W naszym, umiarkowanym klimacie, słoneczna strona ulicy oznacza komforcik. Inaczej niż w południowych stanach Stanów Zjednoczonych, gdzie w czasach segregacji rasowej uchwalono, że tą stroną ulicy, która się chowa w cieniu, mogą chodzić tylko biali, dla "białych inaczej" natomiast zarezerwowano całą stronę utamlionną sołncem. Tak więc kiedy ktoś śpiewa "I'm on the sunny side of the street", to raczej nie ma na myśli faktu, że się cieszy z tego, że mu się serotonina podnosi.
Tę przeuroczą piosenkę okrasza partia klawesynu, która, jak mi się wydaje, w dzisiejszych czasach uznana by została za zbyt niechlujną - została zagrana tak nieprecyzyjnie, że trzeba by było ją nagrać jeszcze raz, albo posadzić za tym instrumentem perkusistę, który wyrobiłby z rytmem. Jeśli zaś idzie o tekst, to to, co Przybora wspomina o tym, co śpiewa Billie Holiday, wymaga sprostowania. W naszym, umiarkowanym klimacie, słoneczna strona ulicy oznacza komforcik. Inaczej niż w południowych stanach Stanów Zjednoczonych, gdzie w czasach segregacji rasowej uchwalono, że tą stroną ulicy, która się chowa w cieniu, mogą chodzić tylko biali, dla "białych inaczej" natomiast zarezerwowano całą stronę utamlionną sołncem. Tak więc kiedy ktoś śpiewa "I'm on the sunny side of the street", to raczej nie ma na myśli faktu, że się cieszy z tego, że mu się serotonina podnosi.
Etykiety:
cassette rips,
chanson,
literary,
most likely never to be reissued,
Polish
sobota, 8 stycznia 2011
poniedziałek, 4 października 2010
Świetlicki Trzaska - "Cierpienie i wypoczynek", 1999
Jedyna płyta poety "śpiewającego inaczej" i plastyka, który dmucha w rury. Panowie grali razem jeszcze przez kilka lat; o ile wiem, obecnie zespół nie funkcjonuje nie dlatego, żeby się formuła wyczerpała albo artyści na siebie poobrażali, tylko Mikołaj teraz trzaska po całym świecie i nie ma czasu dla mojego ulubionego polskiego wokalisty. 41 minut.
"Suffering And Relaxing", the only longplayer from an unlikely pair: Marcin Swietlicki, rock singer and at the same time Poland's most acclaimed poet of his generation, and Mikolaj Trzaska, visual artist by training and free jazz saxophonist by trade. Now that Trzaska has become a world class player, his busy schedule prevents him from making any more of this. Nothing to be ashamed of, though.
FLAC: 1-11, 12.
"Suffering And Relaxing", the only longplayer from an unlikely pair: Marcin Swietlicki, rock singer and at the same time Poland's most acclaimed poet of his generation, and Mikolaj Trzaska, visual artist by training and free jazz saxophonist by trade. Now that Trzaska has become a world class player, his busy schedule prevents him from making any more of this. Nothing to be ashamed of, though.
FLAC: 1-11, 12.
sobota, 10 kwietnia 2010
"Młynarski w Ateneum - recital '86"
Na zakończenie cyklu pierwsza z retrospektywnych płyt Młynarskiego. Całkiem dobra dla początkujących (jak np. ja 25 lat temu). Pamiętam, ze później Mistrz świętował swoje różne jubileusze już non stop - co 5 lat robił okrągłe rocznice swojej pracy twórczej, które rozciągały się rok przed i dwa lata po, a na każdej takiej imprze śpiewał i opowiadał to samo i tak samo. Dopiero jak zrobił "Czterdziechę", to odetchnąłem z ulgą, bo wreszcie co innego pokazał. Oto link:
http://flameupload.com/files/3P0YCFTH/mlat.zip
i dwie sprawy:
a. na kasecie był jeden utwór więcej niż na winylu i CD. ma ktoś? ma ktoś ochotę udostępnić?
b. proszę porównać piosenkę "Mam zaśpiewać coś o cyrku" z cyrkowym utworem stąd.
http://flameupload.com/files/3P0YCFTH/mlat.zip
i dwie sprawy:
a. na kasecie był jeden utwór więcej niż na winylu i CD. ma ktoś? ma ktoś ochotę udostępnić?
b. proszę porównać piosenkę "Mam zaśpiewać coś o cyrku" z cyrkowym utworem stąd.
sobota, 3 kwietnia 2010
Wu Młynarski - "Obiad rodzinny" (1970), "Układanka" (1980)
Niewiele łączy te dwie pozycje dyskograficzne Miszcza. Chyba tylko to, że na pierwszej z nich sięgnął dna, a druga to jego święty szczyt.
Płyta "Obiad rodzinny" wcale nie musiała być taka zła. Repertuar tak samo nierówny jak na poprzednim albumie, jest i wodolejstwo, i absolutne klasyki ("Szajba", "Lubię wrony", "Przedostatni walc"). Zarżnął tę płytę sam Młynarski, wykonując te hity z potwornie nieznośną manierą - ojej, jakie to śmieszne jest co ja tu śpiewam, ludzie. Przefajnowane do granic nudności. (Najgorszy utwór - "Weź pan siekierkę".) Te same hiciory parę lat później zaśpiewał na żywo w wersjach, że tak powiem, kanonicznych - zostały ocalone dla potomności na albumie "Szajba".
"Układanka" to też, podobnie jak "Szajba", płyta koncertowa - wróć! nie płyta, tylko kaseta. Nagrana w czasie pierwszej Solidarności, kiedy już (przez chwilę) wolno było mówić więcej, a jeszcze się Miszczowi chciało. (Na płycie "Jeszcze w zielone gramy" nagranej tuż po odzyskaniu niepodległości było słychać już jakieś zmęczenie.) Tu - po prostu 33 minuty czadu. Nasz artysta zastosował formułę all killer, no filler, którą 20 lat później ściągnęli od niego na swojej pierwszej płycie The Strokes.
Tu jest "Obiad" (znów niski bitrejt, sorki), a tu "Układanka" (podziękujmy koledze Au za zgranie dobrze brzmiącej kasety - mój egzemplarz słychać jakby z trumny).
PS. a czemu "Wu Młynarski"? posłuchajcie pierwszego numeru z "Układanki".
Płyta "Obiad rodzinny" wcale nie musiała być taka zła. Repertuar tak samo nierówny jak na poprzednim albumie, jest i wodolejstwo, i absolutne klasyki ("Szajba", "Lubię wrony", "Przedostatni walc"). Zarżnął tę płytę sam Młynarski, wykonując te hity z potwornie nieznośną manierą - ojej, jakie to śmieszne jest co ja tu śpiewam, ludzie. Przefajnowane do granic nudności. (Najgorszy utwór - "Weź pan siekierkę".) Te same hiciory parę lat później zaśpiewał na żywo w wersjach, że tak powiem, kanonicznych - zostały ocalone dla potomności na albumie "Szajba".
"Układanka" to też, podobnie jak "Szajba", płyta koncertowa - wróć! nie płyta, tylko kaseta. Nagrana w czasie pierwszej Solidarności, kiedy już (przez chwilę) wolno było mówić więcej, a jeszcze się Miszczowi chciało. (Na płycie "Jeszcze w zielone gramy" nagranej tuż po odzyskaniu niepodległości było słychać już jakieś zmęczenie.) Tu - po prostu 33 minuty czadu. Nasz artysta zastosował formułę all killer, no filler, którą 20 lat później ściągnęli od niego na swojej pierwszej płycie The Strokes.
Tu jest "Obiad" (znów niski bitrejt, sorki), a tu "Układanka" (podziękujmy koledze Au za zgranie dobrze brzmiącej kasety - mój egzemplarz słychać jakby z trumny).
PS. a czemu "Wu Młynarski"? posłuchajcie pierwszego numeru z "Układanki".
Wojciech Młynarski - "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" (1968)
Druga płyta Młynarszczaka co prawda nic nowego nie wnosi, ale - poza wyjątkami, o tym zaraz - trzyma poziom. Tytułowy numer to czysty geniusz. Poza tym ciekawy wątek w piosenkach "Zdzisio" i "Bynajmniej", takie wczuwanie się z sympatią w, by tak rzec, ubogich duchem; podobnie jak 20 lat później Bielizna.
Aha, ten wyjątek - czy ktoś może mi wytłumaczyć, o co chodzi w finałowej "Balladzie o Kołobrzegu"? Bo ja za cholerę nie kumam. To znaczy, jedno wyjaśnienie mi przychodzi do głowy, ale nie chce mi się w nie uwierzyć, więc temat otwarty.
Mp3, sorki, ale niski bitrate (gdzieś mi się zapodziały te nagrania w lepszej jakości)
Aha, ten wyjątek - czy ktoś może mi wytłumaczyć, o co chodzi w finałowej "Balladzie o Kołobrzegu"? Bo ja za cholerę nie kumam. To znaczy, jedno wyjaśnienie mi przychodzi do głowy, ale nie chce mi się w nie uwierzyć, więc temat otwarty.
Mp3, sorki, ale niski bitrate (gdzieś mi się zapodziały te nagrania w lepszej jakości)
piątek, 2 kwietnia 2010
"Wojciech Młynarski śpiewa swoje piosenki" (1967)
Pierwszy odcinek serialu z Młynarskim. Nie kompletna dyskografia, a raczej płyt starych kilka i zaduma, co z tych staroci już przeminęło, a co wciąż kopie.
Pierwsza płyta zdecydowanie kopie. Kiedy słuchałem jej pierwszy raz (1988), największe wrażenie zrobiły na mnie (oczywiście nie wszystkie) utwory, których nie znałem. Opener "Trochę miejsca" brzmi jak pierwsza płyta XTC, "Żorżyk" i closer "Żniwna dziewczyna" wciąż wymiatają. Tu chyba nie ma słabego numeru, bo nawet jak się trafi gorszy tekst ("Ballada o siedmiu nożach"), to muzyka i wykonanie takie, że kapcie spadają.
Tu jest w formacie dla małp, a tu dla ludzi czyli uczciwe mp3.
Pierwsza płyta zdecydowanie kopie. Kiedy słuchałem jej pierwszy raz (1988), największe wrażenie zrobiły na mnie (oczywiście nie wszystkie) utwory, których nie znałem. Opener "Trochę miejsca" brzmi jak pierwsza płyta XTC, "Żorżyk" i closer "Żniwna dziewczyna" wciąż wymiatają. Tu chyba nie ma słabego numeru, bo nawet jak się trafi gorszy tekst ("Ballada o siedmiu nożach"), to muzyka i wykonanie takie, że kapcie spadają.
Tu jest w formacie dla małp, a tu dla ludzi czyli uczciwe mp3.
czwartek, 25 marca 2010
"Broniewski", 2005
Rok 2005 to był dziwny rok, w którym wybory wygrali nie ci co trzeba, w którym zamiast Trójki słuchało się Radia Bis, a do polskiej muzyki wkroczyła polityka historyczna. Wydana wówczas płyta "Broniewski" różni się jednak pewnym drobiazgiem od późniejszych wydawnictw tego typu - nie była akademią ku czci. Nie była odpowiedzią, tylko pytaniem. A kto pytał?
1. Władysław Broniewski - "Bezrobotny" 2:13
2. Andy - "Przypływ" 3:32
3. Świetlicki & Ostrowski & Click - "Bagnet na broń" 4:08
4. Pustki - "Przekwitanie" 2:59
5. Meble - "Rozmowa z historią" 3:22
6. Mass Kotki - "Piosenka dziewczyny. Walc" 4:24
7. Muniek Staszczyk + Pustki - "Kalambury" 2:32
8. Przyzwoitość - "Dąb" 4:58
9. Paresłów - "Ulica Miła" 3:24
10. Cukunft - "Troska i pieśń" - 4:57
11. Starzy Singers + Świetlicki - "[Szedł Glinka]" 5:40
12. Brudne Dzieci Sida - "[Druga w nocy]" 1:01
13. Adam Olszewski - "Łódź" 4:29
14. Moja Adrenalina - "Twarde ręce" 3:19
15. Siostry Wrońskie - "Ballady i romanse" 2:58
16. Eldo - "[Mury, bruki]" 2:15
17. Budyń - "Bezsenność" - 4:49
18. Brudne Mięso - "Posłuchajcie tej prośby. W parku." 2:14
19. Helsinki - "Wisła" 3:58
20. Pidżama Porno - "Nocny gość" 6:06
(spis ściągnąłem stąd: http://raster.art.pl/galeria/wystawy/broniewski/muzyka.htm, są tam też trzy utwory, które się nie zmieściły na płytę).
Poza ostatnim numerem chyba żaden nie znalazł się na żadnej innej płycie. (Mój ulubiony to 14). Płyta nawet jak była dostępna, to z trudem. A teraz: mp3 tutaj, flaki się gotują.
1. Władysław Broniewski - "Bezrobotny" 2:13
2. Andy - "Przypływ" 3:32
3. Świetlicki & Ostrowski & Click - "Bagnet na broń" 4:08
4. Pustki - "Przekwitanie" 2:59
5. Meble - "Rozmowa z historią" 3:22
6. Mass Kotki - "Piosenka dziewczyny. Walc" 4:24
7. Muniek Staszczyk + Pustki - "Kalambury" 2:32
8. Przyzwoitość - "Dąb" 4:58
9. Paresłów - "Ulica Miła" 3:24
10. Cukunft - "Troska i pieśń" - 4:57
11. Starzy Singers + Świetlicki - "[Szedł Glinka]" 5:40
12. Brudne Dzieci Sida - "[Druga w nocy]" 1:01
13. Adam Olszewski - "Łódź" 4:29
14. Moja Adrenalina - "Twarde ręce" 3:19
15. Siostry Wrońskie - "Ballady i romanse" 2:58
16. Eldo - "[Mury, bruki]" 2:15
17. Budyń - "Bezsenność" - 4:49
18. Brudne Mięso - "Posłuchajcie tej prośby. W parku." 2:14
19. Helsinki - "Wisła" 3:58
20. Pidżama Porno - "Nocny gość" 6:06
(spis ściągnąłem stąd: http://raster.art.pl/galeria/wystawy/broniewski/muzyka.htm, są tam też trzy utwory, które się nie zmieściły na płytę).
Poza ostatnim numerem chyba żaden nie znalazł się na żadnej innej płycie. (Mój ulubiony to 14). Płyta nawet jak była dostępna, to z trudem. A teraz: mp3 tutaj, flaki się gotują.
Świetliki - Katecheci i frustraci EP (2001)...
...a technicznie rzecz biorąc to ep-ka bez tytułu dołączona do książki Marianny G. Świeduchowskiej pod takim tytułem właśnie. Nazwisko autorki to rzecz jasna pseudonim artystyczny spółki autorskiej basisty Dyducha i wokalisty Świetlickiego. Płyta zawiera 5 utworów, z czego 3 to recytacje samej Marianny (głos - Gabriela Frycz) do podkładu klawiszowego gitarzysty Gasika, jeden to "Elektra" znana z płyty "Złe misie ", i jeden pod wszystko mówiącym tytułem "Impresja słowno-muzyczna". Czyli w sumie rzecz dla hardcore'owych fanów Świetlików. Jak ja.
FLAC , mp3
FLAC , mp3
środa, 14 października 2009
Wojciech Młynarski - Jeszcze w zielone gramy, 1989, LP
Sorry this time, non-Polish speakers, you can safely skip this LP on which a Polish singer/satirist captures the spirit of 1989 in Poland - it's just not valid outside my country.
Ta płyta kończy się tak:
Później, w wolnej Polsce, Młynarski nagrał już tylko jedną płytę z premierowym materiałem - Róbmy swoje '95 - na której wspominki z młodości przeplatały się z mało wesołymi (i mało odkrywczymi, niestety) refleksjami, że inaczej, lepiej jakoś można by ten nasz dom wspólny budować. Tyle lat co on wtedy, to teraz mają nasi rockmeni (np. Muniek czy Janerka) radujący się z dwudziestu lat wolności.
Ech, przeżyłem tę płytę jak mało którą... Byłem na jego koncercie w Gdańsku, w sierpniu 1989. W duecie z Derflem tylko, ale czadu dał, zwłaszcza w zaśpiewanym na bis "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę". To se ne vrati. mp3/v0: Mediafire, 55 Mb albo FLAC: Mediafire, 155 Mb.
ps. wiem, że płyta wyszła w 1990 roku (no latem, pamiętam), w końcu nagrano ją w grudniu roku poprzedniego. Ale należy do 1989, czyż nie?
Ta płyta kończy się tak:
Miłe panie i panowie bardzo mili,
w moim kraju się ostatnio sporo dzieje:
w krąg umysły w stanie wrzenia,
polityczne przyspieszenia,
jednym słowem - kraj się zmienia, ja - siwieję.
"Te wybory, panie, nowy cud nad Wisłą,
przewrót w bloku niemożliwy - a możliwy!
A ten nowy premier, panie,
w stoczni spał na styropianie!"
Słucham tego i łbem kiwam, a łeb siwy.
Znów na pierwszych stronach gazet kraj kochany,
huczy Tokio, piszczy Paryż, dudni Londyn
o Michnikach i Kuroniach,
a ja słucham i na skroniach
coraz bardziej platynowy jestem blondyn
no i myślę tak, że gdyby się powiodło
i Mazowieckiemu, i Solidarności,
byłbym pierwszym - tak na oko -
lokatorem tego bloku,
co osiwiał nie ze zmartwień, a z radości.
w moim kraju się ostatnio sporo dzieje:
w krąg umysły w stanie wrzenia,
polityczne przyspieszenia,
jednym słowem - kraj się zmienia, ja - siwieję.
"Te wybory, panie, nowy cud nad Wisłą,
przewrót w bloku niemożliwy - a możliwy!
A ten nowy premier, panie,
w stoczni spał na styropianie!"
Słucham tego i łbem kiwam, a łeb siwy.
Znów na pierwszych stronach gazet kraj kochany,
huczy Tokio, piszczy Paryż, dudni Londyn
o Michnikach i Kuroniach,
a ja słucham i na skroniach
coraz bardziej platynowy jestem blondyn
no i myślę tak, że gdyby się powiodło
i Mazowieckiemu, i Solidarności,
byłbym pierwszym - tak na oko -
lokatorem tego bloku,
co osiwiał nie ze zmartwień, a z radości.
Później, w wolnej Polsce, Młynarski nagrał już tylko jedną płytę z premierowym materiałem - Róbmy swoje '95 - na której wspominki z młodości przeplatały się z mało wesołymi (i mało odkrywczymi, niestety) refleksjami, że inaczej, lepiej jakoś można by ten nasz dom wspólny budować. Tyle lat co on wtedy, to teraz mają nasi rockmeni (np. Muniek czy Janerka) radujący się z dwudziestu lat wolności.
Ech, przeżyłem tę płytę jak mało którą... Byłem na jego koncercie w Gdańsku, w sierpniu 1989. W duecie z Derflem tylko, ale czadu dał, zwłaszcza w zaśpiewanym na bis "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę". To se ne vrati. mp3/v0: Mediafire, 55 Mb albo FLAC: Mediafire, 155 Mb.
ps. wiem, że płyta wyszła w 1990 roku (no latem, pamiętam), w końcu nagrano ją w grudniu roku poprzedniego. Ale należy do 1989, czyż nie?
sobota, 12 września 2009
Ewa Demarczyk - live, Poznań, maj 1980
Było wczoraj na TVP Kultura. Trzeba było niestety obejrzeć: te czterominutowe ujęcia na samą twarz wokalistki. Zwłaszcza w "Takim pejzażu" - mimika, że Jim Carrey się chowa. Repertuar niemal identyczny z albumem "Live"; słyszałem plotkę, że Demarczyk wyrzuciła kiedyś perkusistę, bo zagrał raz inne przejście niż zwykle. Voila - Mediafire, 38 Mb.
Another unreleased live performance from Ewa Demarczyk, this time one almost identical with her "Live" album. Legend has it that she once fired a drummer for playing a different drum fill. One should see this, really; especially her tortured facial gestures in "Such a Lanscape" ("Taki pejzaż"). Recorded from a TV broadcast - Mediafire, 38 Mb.
Another unreleased live performance from Ewa Demarczyk, this time one almost identical with her "Live" album. Legend has it that she once fired a drummer for playing a different drum fill. One should see this, really; especially her tortured facial gestures in "Such a Lanscape" ("Taki pejzaż"). Recorded from a TV broadcast - Mediafire, 38 Mb.
Etykiety:
chanson,
Ewa Demarczyk,
genius,
literary,
Polish,
TV,
unreleased
wtorek, 1 września 2009
Raz Dwa Trzy - Jestem Polakiem (LP, 1991)
No i, cholera jasna, znów zaczęła się przerwa w wakacjach.
Pozdrawiam Was niemniej ciepło. Jak było? Ja niedługo się wygadam, gdzie byłem, a na powitanie rarytasik. Były kiedyś czasy, że ja wszystkim mówiłem że jest świetna kapela Raz Dwa Trzy, a nikt mi nie chciał wierzyć. Teraz jest odwrotnie (tzn. wszyscy mówią, że to fajny zespół, a ja w to nie wierzę). Ich pierwszą, niewznawianą płytę mam i na kasecie, i na winylu, który trzymam na sprzedaż na ciężkie czasy. Kasety nie sprzedam, bo z autografami, a do wysłuchania winyla zapraszam niniejszym: mp3/320 albo, jak już ktoś naprawdę nie może, FLAC.
ps. nie wiem, zmienić ten żółty kolor?
The debut LP from the torchbearers of Polish chansonwriting, made years before they lost their edge (and became super popular in Poland). Sorta acoustic rock with very bright and witty lyrics; in similar vein as their Russian contemporaries Auktyon. This album was self-released by the band, which was a very rare and very, very bold thing to do at the time. (...however crap their music may be now, I must admit that the band still maintain the integrity of spirit and do their management by themselves...) The thing was released around 91/92 on vinyl and cassette, and that's it - no reissues around. I'm sharing this collectors rarity in mp3/320 and FLAC.
Pozdrawiam Was niemniej ciepło. Jak było? Ja niedługo się wygadam, gdzie byłem, a na powitanie rarytasik. Były kiedyś czasy, że ja wszystkim mówiłem że jest świetna kapela Raz Dwa Trzy, a nikt mi nie chciał wierzyć. Teraz jest odwrotnie (tzn. wszyscy mówią, że to fajny zespół, a ja w to nie wierzę). Ich pierwszą, niewznawianą płytę mam i na kasecie, i na winylu, który trzymam na sprzedaż na ciężkie czasy. Kasety nie sprzedam, bo z autografami, a do wysłuchania winyla zapraszam niniejszym: mp3/320 albo, jak już ktoś naprawdę nie może, FLAC.
ps. nie wiem, zmienić ten żółty kolor?
The debut LP from the torchbearers of Polish chansonwriting, made years before they lost their edge (and became super popular in Poland). Sorta acoustic rock with very bright and witty lyrics; in similar vein as their Russian contemporaries Auktyon. This album was self-released by the band, which was a very rare and very, very bold thing to do at the time. (...however crap their music may be now, I must admit that the band still maintain the integrity of spirit and do their management by themselves...) The thing was released around 91/92 on vinyl and cassette, and that's it - no reissues around. I'm sharing this collectors rarity in mp3/320 and FLAC.
wtorek, 4 sierpnia 2009
Helmut Nadolski - Medytacje, 1975 [FLAC]
Ja na wakacjach, Wy na wakacjach - blog na wakacjach. Powtórki.
Nadolski - idealna muzyczka na lato, he he. Jako, że nie ma już bloga, na którym oryginalnie była ta płyta (Majeranek5 - RIP), no i świętując fakt, że po cichu Mediafire zwiększyło limit wielkości plików do 200 megabajtów - rewizyta u pana Helmuta (pierwszy raz był tutaj). Tym razem jednak usłyszycie ten unikat w jakości bezstratnej, na którą muzyka zasługuje - Mediafire, 138 Mb.
PS. o kurde! to jest post numer 100! wszystkiego najlepszego! dziękuję! nie ma za co! itd!
Since the blog is in the holiday mode, here we go with perfect hits for the summer - Helmut Nadolski's "Meditation" revisited in well-deserved lossless sound quality. Read about this unique gem here and get it here.
Nadolski - idealna muzyczka na lato, he he. Jako, że nie ma już bloga, na którym oryginalnie była ta płyta (Majeranek5 - RIP), no i świętując fakt, że po cichu Mediafire zwiększyło limit wielkości plików do 200 megabajtów - rewizyta u pana Helmuta (pierwszy raz był tutaj). Tym razem jednak usłyszycie ten unikat w jakości bezstratnej, na którą muzyka zasługuje - Mediafire, 138 Mb.
PS. o kurde! to jest post numer 100! wszystkiego najlepszego! dziękuję! nie ma za co! itd!
Since the blog is in the holiday mode, here we go with perfect hits for the summer - Helmut Nadolski's "Meditation" revisited in well-deserved lossless sound quality. Read about this unique gem here and get it here.
Etykiety:
avant-garde,
contemporary classical,
jazz,
literary,
Polish,
vinyl
czwartek, 16 kwietnia 2009
piątek, 30 stycznia 2009
Wojciech Młynarski - Zamknięty Rozdział, 1991
Recital z października 1990 roku (to stąd te aluzje do wyborów prezydenckich) zawierający piosenki zatrzymane przez zdechłą niedawno wcześniej cenzurę, tak więc repertuar w dużej mierze nieznany. Młynarski wykonuje te pieśni odzyskane z niebywałą energią, a artystycznie trzyma stały (wysoki) poziom, bo kryterium selekcji było w gruncie rzeczy przypadkowe: jest tu kilka świetnych numerów i jeden absolutnie genialny, Jak należy zaczynać przedstawienie cyrkowe. Czad - Mediafire, 88 Mb.
piątek, 2 stycznia 2009
Helmut Nadolski - Medytacje (1975)
Z podziękowaniami dla Markajarka.
Mag kontrabasu Nadolski, czołowy awangardzista polskiego jazzu lat 70. i później, wydał raptem dwie czy trzy płyty, niewznawiane rzecz jasna. Tę wydała kościelna wytwórnia Veriton - nagrania oczywiście z kościoła. Oprócz głównego instrumentu, grającego mroczne ambienty, są organy, syntezator i głos aktorski. Posępna to rzecz, niemniej chce się wracać. Proszę się częstować - Mediafire, 88 Mb.
hasło/password - panmietek
One of the few albums by one of the key figures of Poland's thriving avant-garde scene of the 1970s. Nadolski, a double bass player, composer, performer and writer, delivered his "Meditation" in the St. George's church in Sopot, Poland, with aid from - among others - his old mate Czeslaw Niemen. Dark, brooding, spiritual, and one of its kind, really. Never reissued since 1975 (sadly, this is the case with all of his LPs). Keep coming back to it - Mediafire, 88 Mb.
Mag kontrabasu Nadolski, czołowy awangardzista polskiego jazzu lat 70. i później, wydał raptem dwie czy trzy płyty, niewznawiane rzecz jasna. Tę wydała kościelna wytwórnia Veriton - nagrania oczywiście z kościoła. Oprócz głównego instrumentu, grającego mroczne ambienty, są organy, syntezator i głos aktorski. Posępna to rzecz, niemniej chce się wracać. Proszę się częstować - Mediafire, 88 Mb.
hasło/password - panmietek
One of the few albums by one of the key figures of Poland's thriving avant-garde scene of the 1970s. Nadolski, a double bass player, composer, performer and writer, delivered his "Meditation" in the St. George's church in Sopot, Poland, with aid from - among others - his old mate Czeslaw Niemen. Dark, brooding, spiritual, and one of its kind, really. Never reissued since 1975 (sadly, this is the case with all of his LPs). Keep coming back to it - Mediafire, 88 Mb.
Etykiety:
avant-garde,
contemporary classical,
jazz,
literary,
Polish,
vinyl
poniedziałek, 24 listopada 2008
Ewa Demarczyk - live 1964...
...z Opola, ale NIE z festiwalu.
Moi mili, jeszcze do niedawna (gdzieś tak do podłączenia internetu) miałem tak, że jak wstawałem w nocy na siku, to MUSIAŁEM pójść do kuchni i włączyć radio, bo akurat mogło coś fajnego lecieć. No i pewnego razu w 2000 albo 2001 roku ten nerwowy tik się opłacił - słyszę niepokojąco znajomy wokal śpiewający "nie je-e-e-e-e-stem głupia". Kaseta na szczęście się znalazła (co rzadkie w takich wypadkach, przyznacie); mało tego - nagrało się! Kilka utworów, wśród nich dwa niepublikowane, z zapowiedziami Skrzyneckiego. Naprawdę się wkurzyłem, kiedy usłyszałem zapowiedź wsteczną (też ją Wam wgrałem) - przeleciało mi chyba z 5 numerów, WSZYSTKIE nieznane. Ech, może będą gdzieś w internecie w 2025 roku...
Na razie cieszcie się tym, co jest - 21 minut, Mediafire, 54 Mb.
Demarczyk's unreleased 1964 live performance from a radio broadcast a couple of years ago. I pressed the Rec button only halfway through the broadcast, I do miss the whole thing as it contained 5 or 6 unknown songs. Here are only one and a half of them - plus a few already known ones.
Enjoy - Mediafire, 21 minutes.
Moi mili, jeszcze do niedawna (gdzieś tak do podłączenia internetu) miałem tak, że jak wstawałem w nocy na siku, to MUSIAŁEM pójść do kuchni i włączyć radio, bo akurat mogło coś fajnego lecieć. No i pewnego razu w 2000 albo 2001 roku ten nerwowy tik się opłacił - słyszę niepokojąco znajomy wokal śpiewający "nie je-e-e-e-e-stem głupia". Kaseta na szczęście się znalazła (co rzadkie w takich wypadkach, przyznacie); mało tego - nagrało się! Kilka utworów, wśród nich dwa niepublikowane, z zapowiedziami Skrzyneckiego. Naprawdę się wkurzyłem, kiedy usłyszałem zapowiedź wsteczną (też ją Wam wgrałem) - przeleciało mi chyba z 5 numerów, WSZYSTKIE nieznane. Ech, może będą gdzieś w internecie w 2025 roku...
Na razie cieszcie się tym, co jest - 21 minut, Mediafire, 54 Mb.
Demarczyk's unreleased 1964 live performance from a radio broadcast a couple of years ago. I pressed the Rec button only halfway through the broadcast, I do miss the whole thing as it contained 5 or 6 unknown songs. Here are only one and a half of them - plus a few already known ones.
Enjoy - Mediafire, 21 minutes.
Etykiety:
chanson,
Ewa Demarczyk,
genius,
literary,
Polish,
radio,
unreleased
niedziela, 23 listopada 2008
Ewa Demarczyk - singiel, 1963
"Karuzela z Madonnami", "Taki pejzaż" i "Czarne anioły" w wersjach z pierwszego singla artystki. Jest to dostępne jako bonus na jednej z edycji pierwszego longa. Albo na winylu w miarę tanio na Allegro. Demarczyk wspominała, że późniejsze, longplejowe wersje tych piosenek są mniej udane. No to voila - Mediafire, 60 Mb.
Ewa Demarczyk's first 7" EP from 1963. All three songs appear on her 1967's LP as well, yet the singer herself considered these versions superior.
Enjoy - Mediafire, 60 Mb.
Ewa Demarczyk's first 7" EP from 1963. All three songs appear on her 1967's LP as well, yet the singer herself considered these versions superior.
Enjoy - Mediafire, 60 Mb.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)