niedziela, 11 kwietnia 2010

Krzysztof Komeda - Po katastrofie

Łagodnie rzecz ujmując, nie byłem zwolennikiem śp. prezydenta, ale przecież nie tak, kurwa, miało być.
Zapytany jak sobie wyobraża szczęśliwe życie, odparł: "plaża i muzyka". Polubiłem go za te słowa.
Zdaje się był fanem Komedy, więc - ku pamięci.

12 komentarzy:

faustino pisze...

Co za zenada.

Anonimowy pisze...

Mt 7:21 "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie."
Pozdrawiam. Tadeusz – katolik
Warto poświęcić trochę czasu dla wieczności.
http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

Anonimowy pisze...

bo to był w porzo Gość

Anonimowy pisze...

A ja bylem fanem Pana Prezydenta.
Dzięki Niemu świat dowiedział się o Powstaniu Warszawskim (zaczął rozróżniać od powstania w gettcie).
W Polsce zaczęto doceniać wartość tego Powstania.
Za jego Prezydentury zaczęto doceniać ludzi naprawdę zasłużonych.
Teraz dzięki Ś.P. Prezydentowi, rosjanie zaczną pytać o Katyń, cały Świat usłyszy o Katyniu, o tragedii Narodu pokolenia II-ej Rzeczypospolitej.
Panie Prezydencie dzięki za Muzeum Powstania Warszawskiego.

mietek pisze...

po pierwsze: komentarz Faustina odnosi się - tak chciałbym wierzyć - do pierwszego komentarza, od niezawodnego anonima, który był tak obleśny, że go od razu skasowałem.

po drugie - cieszę się, że ten blog to nie towarzystwo wzajemnej adoracji i nie sami liberałowie tu zaglądają.

po trzecie - Mt 8, 21-22: A drugi z uczniów rzekł do niego: Panie, pozwól mi wpierw odejść i pogrzebać ojca swego.
Ale Jezus odrzekł mu: Pójdź za mną, a niech umarli grzebią umarłych swoich.

Namor pisze...

Świetna płyta. Mógłbyś podać więcej szczegółów. Stańko na trąbce? Jeśli tak to niewiele dodał od siebie nagrywając Litanię dla ECM. Pozdrawiam+

ellemo pisze...

.... no właśnie ..... "ale przecież nie tak, kurwa, miało być." ....

pozdrawiam

JereMiron pisze...

A może coś na cześć Pierwszej Damy? Jej upodobania muzyczne są dobrze znane, choćby z felietonu, który napisała w ubiegłym roku dla tygodnika Wprost:

MOJA PŁYTOTEKA

Maria Kaczyńska

Niedawno udało mi się zdobyć adapter. Nie jest to Mister Hit, którego używałam kiedyś, tylko inny, dość dobry sprzęt. Dzięki temu mogę słuchać moich ulubionych czarnych płyt.
Przez lata zgromadziłam dużo świetnych nagrań. Kupowałam je, bo zawsze lubiłam muzykę. Myślę zresztą, że muzyka jest wielkim przyjacielem każdego człowieka. Chociaż nie pochodzę z artystycznej rodziny – to był przeciętny inteligencki dom, a mama i tata byli bardzo zapracowani – od dziecka grałam na pianinie. Nie uczyłam się, żeby zostać wirtuozem czy też gwiazdą. Chodziłam na prywatne lekcje, bo lubiłam. Dwa razy w tygodniu spotykałam się z panią profesor Krystyną Głuszyńską. Pamiętam, że choć nie uczęszczałam do szkoły muzycznej, brałam udział w „popisach”. Niedawno nawet przypomniałam mojej przyjaciółce z ławy szkolnej, jak na cztery ręce grałyśmy „Czardasza’ Montiego.
Do dziś w naszym mieszkaniu w Sopocie stoi pianino. Kilka lat temu potrafiłam jeszcze coś zagrać albo raczej wybrzdąkać. Na przykład młodzieńcze polonezy Chopina. Albo walca h-moll. Grałam też „na popisach" „Dla Elizy" Beethovena i „Marsz turecki" Mozarta. Ale teraz, jak to się mówi, „wyszły mi z palców". Za to miłość do muzyki klasycznej pozostała. Lubię słuchać Nigela Kennedyego. To trochę taki skrzypcowy wariat, ale też niezwykle utalentowany wirtuoz. Przepięknie gra koncert g-moll Maksa Brucha. Wielką przyjemność sprawia mi też, jak Vladimir Horowitz gra Mozarta. A rano, kiedy chcę mieć dobry nastrój, lubię sobie posłuchać fug Bacha. Wracając do mojego ukochanego Chopina, uważam, że pięknie gra go Rafał Blechacz. Mam jego płytę z autografem. A od dawien dawna, jeśli tylko jestem w Warszawie podczas Konkursu Chopinowskiego, chodzę na przesłuchania jego uczestników.
...

JereMiron pisze...

Dokończenie felietonu Marii Kaczyńskiej

MOJA PŁYTOTEKA

Oczywiście nie słucham tylko klasyki. W mojej płytotece jest też dużo muzyki popularnej. Na przykład na płytach analogowych słuchamy z mężem Ewy Demarczyk i dawnej Maryli Rodowicz… Ale teraz najbardziej na topie jest u nas fado. I piosenkarka Mariza. Marizą zaraziła mnie Maria Cavaco Silva, żona prezydenta Portugalii. Kiedy portugalska pierwsza para złożyła nam wizytę, przyjechała z nimi ta wielka gwiazda. To przepiękna kobieta, pół Portugalka, pół Mozambijka, o cudownym przejmującym głosie. Słuchamy jej z mężem często. Na Gwiazdkę kupiłam mu właśnie płytę Marizy.
W swojej płytotece mam też dużo muzyki francuskiej: Salvatore Adamo, Juliette Greco, Edith Piaf, Georgesa Brassensa, Jacquesa Brela. „Ne me quitte pas", „Tombe la neige"… razem z mężem uwielbiamy te utwory. Wspaniałe wrażenie zrobiła na mnie Greco, gdy byłam na jej kilku recitalach. Jest wciąż znakomita, choć ma już ponad 80 lat. Najbardziej lubię ją w piosence, w której śpiewa o tym, jak to było na St. Germain-de-Pres… Jak związałam się z muzyką francuską? Trudno mi to sobie przypomnieć. Zawsze bardzo lubiłam ten język. Dziś słucham też młodszego francuskiego pokolenia. Na przykład Patricii Kaas. Mam również nagrania Carli Bruni-Sarkozy. Jest to miłe dla ucha. Z przyjemnością słucham jazzu. Na przykład Kanadyjki Diany Krall. Uważam, że jest świetna. Naszego Tomasza Stańki, Włodzimierza Nahornego, Leszka Możdżera. Zagrał przepiękny koncert z Adamem Makowiczem w Carnegie Hall i warszawskiej filharmonii. Taką „rozmowę na dwa fortepiany".
Może niektórzy się zdziwią, ale podoba mi się, jak śpiewa Krystyna Janda. Chodzę zresztą, jeśli tylko mam czas, do jej teatru. Z wielkich polskiej muzyki słucham Ewy Demarczyk („Masz takie oczy zielone", „A może byśmy tak najmilszy..."), Czesława Niemena, Sławy Przybylskiej. Ostatnio często puszczam sobie Marylę Rodowicz „Jest cudnie". Kiedyś lubiłam Ałłę Pugaczową, Karela Gotta, Jerzego Połomskiego. Moja muzyka to nie tylko płyty i koncerty. Często przy śniadaniu słucham muzyki klasycznej w II programie Polskiego Radia, żeby od rana nie denerwować się wiadomościami. Słucham też muzyki w podróży – w samolocie, w samochodzie. W radiu czasem zdarza mi się wysłuchać jakiejś piosenki rapowej. W tych tekstach czasem jest dużo prawdy, ale nie jestem entuzjastką tego nurtu. Nie jestem rapowiczką. Wolę ballady Cohena, Chrisa Rei. „Road to Hell”, „Blue Cafe” – to piosenki, których słuchamy razem z mężem. On też bardzo lubi Alicję Majewską. „Być kobietą, być kobietą” – bywa, że sama to sobie nucę.

Wprost, 26 stycznia 2009 r.

Anonimowy pisze...

W zasadzie postanowilem omijac panskiego bloga po tym jak zaczal pan kastrowac dziela sztuki oddzielajac okladki od muzyki, a jednak dzisiaj, z powodow, ktorych sam sobie tak do konca nie uswiadamiam zagladnalem. I musze przyznac, ze tym razem zapunktowal pan.
Czesc pamieci Pary Prezydenckiej i wszystkich innych ofiar tej katastrofy. Niech spoczywaja w spokoju.

Anonimowy pisze...

...tak, niech im ziemia lekką będzie; byle szybko, bo już nie sposób wytrzymać tego gówna wokół!

ol al

JereMiron pisze...

Jeśli komuś żałoba po 96 ludziach kojarzy się z g..., to sam sobie wystawia świadectwo.

Wczorajsza msza w katedrze wawelskiej zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Pięknie zabrzmiały pieśni żałobne, zwłaszcza przejmujące Requiem Mozarta.