No i cholera, znowu na dżez mnie wzięło. Wszystko przez Ciebie, Sytri, z tym Milianem. Ale rodzina cokolwiek odetchnęła, bo wcześniej na Swansów miałem fazę. A to - sama radość życia. Świętej pamięci lider o dziwo na trąbce, poza tym Ptaszyn, Karolak, chyba Dyląg i Dąbrowski. I proszę mi nie marudzić że to mp3, bo nie mam inaczej. Na zdrowie - Mediafire, 63 Mb.
(hasło/password = panmietek.blogspot.com)
Luckily, the greatness of the 1960s Polish jazz is now widely appreciated. This album features music from some of the genre's key figures: the late great Andrzej Kurylewicz, Jan Ptaszyn Wroblewski and Wojciech Karolak. Play it to your friends and tell them it's Cannonball Adderley, they'll go "I didn't know he was so good". Dig it - Mediafire, 63 Mb.
poniedziałek, 15 grudnia 2008
niedziela, 14 grudnia 2008
Cukor Bila Smert' - Selo (1993)
Gdyby to Obuh wydał, to wszyscy by sikali z zachwytu. A że to tylko jakaś tam Koka, która samą ukraińską muzykę prezentowała (? - działa ta wytwórnia jeszcze?), i nie jest to folk, przy którym można by się najebać i potańczyć, to wszyscy zapomnieli.
Co to była za wytwórnia? Można powiedzieć, że ukraińska, ale działająca w Polsce. W repertuarze - rzeczy zahaczające o awangardę. Mam kilka kaset, niektóre takie sobie, niektóre świetne. Ta - super. Eteryczne piosenki, trochę jak Księżyc, trochę jakby nowe Pustki bez sekcji rytmicznej. Proszę słuchać i się zachwycać - Mediafire, 95 Mb.
Koka Records was (and still is) a Poland-based label featuring indie music from Ukraine. This particular release could have easily fit into the OBUH roster. Quirky classical songs, not too far from Ksiezyc or Meredith Monk's more accessible moments. Enjoy - Mediafire, 95 Mb.
Co to była za wytwórnia? Można powiedzieć, że ukraińska, ale działająca w Polsce. W repertuarze - rzeczy zahaczające o awangardę. Mam kilka kaset, niektóre takie sobie, niektóre świetne. Ta - super. Eteryczne piosenki, trochę jak Księżyc, trochę jakby nowe Pustki bez sekcji rytmicznej. Proszę słuchać i się zachwycać - Mediafire, 95 Mb.
Koka Records was (and still is) a Poland-based label featuring indie music from Ukraine. This particular release could have easily fit into the OBUH roster. Quirky classical songs, not too far from Ksiezyc or Meredith Monk's more accessible moments. Enjoy - Mediafire, 95 Mb.
sobota, 13 grudnia 2008
Włodzimierz Kotoński - Antyfony (1970?)
Wybaczcie słabą jakość dźwięku [JUŻ NIE]. Ten numer jest świetny. Nie wiem jak ten Kotoński to robi, ale te jego kompozycje jakieś takie fajne są.
"Antyfony" są całe elektroniczne, choć brzmią jak zaśpiewane - ten dźwięk wokalopodobny to Kotoński wysmażył w studiu (oczywiście eksperymentalnym, oczywiście radia, oczywiście polskiego). Ten tego, częstujcie się - tędy proszę.
Another obscure gem from Polish Radio Experimental Studio. Erm, namely from one of its pioneers, Wlodzimierz Kotonski. This lovely composition is notable for its vocal-like sounds, which were all made up electronically. Dig it - this way please.
"Antyfony" są całe elektroniczne, choć brzmią jak zaśpiewane - ten dźwięk wokalopodobny to Kotoński wysmażył w studiu (oczywiście eksperymentalnym, oczywiście radia, oczywiście polskiego). Ten tego, częstujcie się - tędy proszę.
Another obscure gem from Polish Radio Experimental Studio. Erm, namely from one of its pioneers, Wlodzimierz Kotonski. This lovely composition is notable for its vocal-like sounds, which were all made up electronically. Dig it - this way please.
piątek, 12 grudnia 2008
Scott Walker - Scott 3 (1969)
Pora podsumowań, co? To jest moja płyta roku. Nie szkodzi, że się ukazała prawie 40 lat temu.
Ja się zgadzam z Brianem Eno, który stwierdził, że Scott Walker jest największy, a to, że mało płyt wydał, nie ma nic do rzeczy. Genialne piosenki. Posłuchajcie już pierwszej: nie dość, że melodia piękna, to jeszcze po paru minutach te smyczki, które robiły tło, przejmują pałeczkę. Treść zamienia się w formę. Utworu czwartego, Big Louise, to potrafiłem słuchać w kółko przez godzinę korzystając z funcji repeat. No, może koniec płyty trochę słabszy, jak śpiewa Brela. Ale i tak arcydzieło.
Teksty też super. Poczytajcie se, bo jest cały tzw. artwork w załączeniu.
Siedźcie wygodnie - Mediafire, 96 Mb.
Ja się zgadzam z Brianem Eno, który stwierdził, że Scott Walker jest największy, a to, że mało płyt wydał, nie ma nic do rzeczy. Genialne piosenki. Posłuchajcie już pierwszej: nie dość, że melodia piękna, to jeszcze po paru minutach te smyczki, które robiły tło, przejmują pałeczkę. Treść zamienia się w formę. Utworu czwartego, Big Louise, to potrafiłem słuchać w kółko przez godzinę korzystając z funcji repeat. No, może koniec płyty trochę słabszy, jak śpiewa Brela. Ale i tak arcydzieło.
Teksty też super. Poczytajcie se, bo jest cały tzw. artwork w załączeniu.
Siedźcie wygodnie - Mediafire, 96 Mb.
poniedziałek, 8 grudnia 2008
Olivier Messiaen - Vingt Regards Sur l'Enfant Jesus (20 spojrzeń na Dzieciątko Jezus), 1945
To jest właśnie ten obiecany (przed)świąteczny mega-post.
Tak to się zbiegło. Ponieważ nie czytam "Poradnika działkowca", sięgnąłem po Wyborczą; tam felieton Andrzeja Chłopeckiego, tytuł "Teolog, ornitolog" - he, od razu wiadomo, o kim to. Nie wiedziałem, że 10 grudnia setna rocznica urodzin Messiaena.
Niniejsze dzieło, moi Państwo, to jeden z punktów zwrotnych w moim muzycznym życiu. Przedtem byłem raczej niedzielnym słuchaczem takiej muzy, a to po prostu zmieniło moją perspektywę słuchania. Też Was to zahipnotyzuje. Medytacja. Dwie godziny i czterdzieści minut tych jedynych w swoim stylu słodkich akordów, tym razem na fortepian solo. Na nim Antoni Batagow. To edycja firmy Miełodia z 1990.
Idealna rzecz - na każdą pogodę, więc i na grudzień. Pięć plików:
cz. 1-5: Mediafire, 92 Mb
cz. 6-9: Mediafire, 87 Mb
cz. 10-13: Mediafire, 95 Mb
cz. 14-16: Mediafire, 83 Mb
cz.17-20: FlameUpload, 135 Mb.
ps. dziś z Wyborczą na dvd jeden z filmów mojego życia - "Rozwodów nie będzie"!!!
Tak to się zbiegło. Ponieważ nie czytam "Poradnika działkowca", sięgnąłem po Wyborczą; tam felieton Andrzeja Chłopeckiego, tytuł "Teolog, ornitolog" - he, od razu wiadomo, o kim to. Nie wiedziałem, że 10 grudnia setna rocznica urodzin Messiaena.
Niniejsze dzieło, moi Państwo, to jeden z punktów zwrotnych w moim muzycznym życiu. Przedtem byłem raczej niedzielnym słuchaczem takiej muzy, a to po prostu zmieniło moją perspektywę słuchania. Też Was to zahipnotyzuje. Medytacja. Dwie godziny i czterdzieści minut tych jedynych w swoim stylu słodkich akordów, tym razem na fortepian solo. Na nim Antoni Batagow. To edycja firmy Miełodia z 1990.
Idealna rzecz - na każdą pogodę, więc i na grudzień. Pięć plików:
cz. 1-5: Mediafire, 92 Mb
cz. 6-9: Mediafire, 87 Mb
cz. 10-13: Mediafire, 95 Mb
cz. 14-16: Mediafire, 83 Mb
cz.17-20: FlameUpload, 135 Mb.
ps. dziś z Wyborczą na dvd jeden z filmów mojego życia - "Rozwodów nie będzie"!!!
niedziela, 7 grudnia 2008
Księżyc - 1996
Nie wiem co z tym zespołem zrobić. Na żywo - bardzo mi się podobali. Płyta już nie. Pamiętam, że sprzedałem ten winyl koledze za tyle, za ile kupiłem, czyli 20 złotych. To jest zgrywka z wersji CD od (innego) kolegi.
Może to ja nie mam racji, bo wszyscy tę płytę lubią. Proszę się częstować - Mediafre, 88 Mb.
Another very much coveted and revered 1996 OBUH Records release. Minimal, folkish, somewhat esoteric stuff (the band's name translates as The Moon). To my ears, the album does not live up to a live performance of theirs. Well, everybody likes it, so it can't be that bad - Mediafre, 88 Mb.
Może to ja nie mam racji, bo wszyscy tę płytę lubią. Proszę się częstować - Mediafre, 88 Mb.
Another very much coveted and revered 1996 OBUH Records release. Minimal, folkish, somewhat esoteric stuff (the band's name translates as The Moon). To my ears, the album does not live up to a live performance of theirs. Well, everybody likes it, so it can't be that bad - Mediafre, 88 Mb.
Milian x 2 (1965?)
Dwa numery Miliana - jeden jego zespołu z Ptaszynem, a drugi w zespole Komedy (chyba się nazywa "Midnight Sun Never Sets"). Oba nagrywane z radia, oba szumią. ten z Komedą fajny, ten z Ptaszynem - re-we-la-cja. Proszę się częstować - Mediafire, 20 Mb.
sobota, 6 grudnia 2008
Rongwrong - Historia Alfonsa Czahora, wersja CD, 1996
Ten zespół z OBUHa nie był ani tak lansowany jak Za Siódmą Górą, ani tak lubiany jak Księżyc. Jeśli o mnie idzie - zdecydowanie najlepszy z całej stajni, najbardziej oryginalny. Szumowy ambient, taki elektroakustyczny (cokolwiek by to mogło znaczyć) ożeniony z klimatami typu przedwojenna wschodnia Polska, prawosławie.
Ta płyta wyszła najpierw na kasecie, trwała 45 minut. Muzycy uznali, że ten materiał ich nie zadowala i nagrali tę samą muzykę jeszcze raz - wyszło minut 38. Doczepili więc do całości jeszcze jeden numer, zupełnie inny od pozostałych, który rozwala moim zdaniem całą dramaturgię. Wypalcie sobie CD bez tego kawałka, naprawdę.
Genialne. Kaseta jest jeszcze dostępna, CD nie, proszę się częstować - DivShare, cały duży (ok. 250 Mb) folder z plikami flac.
A lesser known, yet the most original (and, let's be honest, the best) of the OBUH Records bands - Rongwrong with their out-of-print 1996's masterpiece "The Story of Alfons Czahor", which managed to seamlessly combine droney ambient with the Orthodox Church vibe. 1920s Poland, swamps, sparse singing - it's a must, really. Beware of the last track - it is a bonus one and by NO means fits along the others.
Dig it - DivShare, ca. 250 Mb (a folder of flac files)
Ta płyta wyszła najpierw na kasecie, trwała 45 minut. Muzycy uznali, że ten materiał ich nie zadowala i nagrali tę samą muzykę jeszcze raz - wyszło minut 38. Doczepili więc do całości jeszcze jeden numer, zupełnie inny od pozostałych, który rozwala moim zdaniem całą dramaturgię. Wypalcie sobie CD bez tego kawałka, naprawdę.
Genialne. Kaseta jest jeszcze dostępna, CD nie, proszę się częstować - DivShare, cały duży (ok. 250 Mb) folder z plikami flac.
A lesser known, yet the most original (and, let's be honest, the best) of the OBUH Records bands - Rongwrong with their out-of-print 1996's masterpiece "The Story of Alfons Czahor", which managed to seamlessly combine droney ambient with the Orthodox Church vibe. 1920s Poland, swamps, sparse singing - it's a must, really. Beware of the last track - it is a bonus one and by NO means fits along the others.
Dig it - DivShare, ca. 250 Mb (a folder of flac files)
środa, 3 grudnia 2008
The Vivians - Vivicide EP, 1989
No, nareszcie jakieś szarpidruty.
To też z kaset z młodości. Kapela z Cleveland. Ostro grają (poza ostatnim numerem, dedykowanym Chrissie Hynde), ale nie jest to punk, ani noise, ani psychodelia - raczej wszystko naraz. Męska sekcja, dwie panie - frontmenki. Nic później o nich nie słyszałem, tak więc kolejna niepotrzebnie zapomniana kapela. Nic się nie zestarzało, ciągle kopie.
Proszę się częstować - Mediafire, 45 Mb.
A 1989 EP from an unduly forgotten band from Cleveland. At times edgy, angular and psychedelic, and sometimes all three at once. Awesome - Mediafire, 45 Mb.
To też z kaset z młodości. Kapela z Cleveland. Ostro grają (poza ostatnim numerem, dedykowanym Chrissie Hynde), ale nie jest to punk, ani noise, ani psychodelia - raczej wszystko naraz. Męska sekcja, dwie panie - frontmenki. Nic później o nich nie słyszałem, tak więc kolejna niepotrzebnie zapomniana kapela. Nic się nie zestarzało, ciągle kopie.
Proszę się częstować - Mediafire, 45 Mb.
A 1989 EP from an unduly forgotten band from Cleveland. At times edgy, angular and psychedelic, and sometimes all three at once. Awesome - Mediafire, 45 Mb.
sobota, 29 listopada 2008
Tomasz Sikorski - Na smyczki, Struny w ziemi, Holzwege
Trzy razy Sikorski - chyba wszystko znane, ale tym razem w formacie bezstratnym z płyt z Warszawską Jesienią. Rozwalający jest zwłaszcza "Na smyczki". Powinni to w zestawie z żyletką sprzedawać.
Proszę się częstować - Mediafire, 90 Mb.
I think all these compositions have already been posted on this blog before, but here I present you Holzwege, Strings in the Ground and the devastating For Strings in a lossless format - Mediafire, 90 Mb.
Proszę się częstować - Mediafire, 90 Mb.
I think all these compositions have already been posted on this blog before, but here I present you Holzwege, Strings in the Ground and the devastating For Strings in a lossless format - Mediafire, 90 Mb.
Etykiety:
contemporary classical,
genius,
Polish,
unreleased,
Warsaw Autumn
poniedziałek, 24 listopada 2008
Ewa Demarczyk - live 1964...
...z Opola, ale NIE z festiwalu.
Moi mili, jeszcze do niedawna (gdzieś tak do podłączenia internetu) miałem tak, że jak wstawałem w nocy na siku, to MUSIAŁEM pójść do kuchni i włączyć radio, bo akurat mogło coś fajnego lecieć. No i pewnego razu w 2000 albo 2001 roku ten nerwowy tik się opłacił - słyszę niepokojąco znajomy wokal śpiewający "nie je-e-e-e-e-stem głupia". Kaseta na szczęście się znalazła (co rzadkie w takich wypadkach, przyznacie); mało tego - nagrało się! Kilka utworów, wśród nich dwa niepublikowane, z zapowiedziami Skrzyneckiego. Naprawdę się wkurzyłem, kiedy usłyszałem zapowiedź wsteczną (też ją Wam wgrałem) - przeleciało mi chyba z 5 numerów, WSZYSTKIE nieznane. Ech, może będą gdzieś w internecie w 2025 roku...
Na razie cieszcie się tym, co jest - 21 minut, Mediafire, 54 Mb.
Demarczyk's unreleased 1964 live performance from a radio broadcast a couple of years ago. I pressed the Rec button only halfway through the broadcast, I do miss the whole thing as it contained 5 or 6 unknown songs. Here are only one and a half of them - plus a few already known ones.
Enjoy - Mediafire, 21 minutes.
Moi mili, jeszcze do niedawna (gdzieś tak do podłączenia internetu) miałem tak, że jak wstawałem w nocy na siku, to MUSIAŁEM pójść do kuchni i włączyć radio, bo akurat mogło coś fajnego lecieć. No i pewnego razu w 2000 albo 2001 roku ten nerwowy tik się opłacił - słyszę niepokojąco znajomy wokal śpiewający "nie je-e-e-e-e-stem głupia". Kaseta na szczęście się znalazła (co rzadkie w takich wypadkach, przyznacie); mało tego - nagrało się! Kilka utworów, wśród nich dwa niepublikowane, z zapowiedziami Skrzyneckiego. Naprawdę się wkurzyłem, kiedy usłyszałem zapowiedź wsteczną (też ją Wam wgrałem) - przeleciało mi chyba z 5 numerów, WSZYSTKIE nieznane. Ech, może będą gdzieś w internecie w 2025 roku...
Na razie cieszcie się tym, co jest - 21 minut, Mediafire, 54 Mb.
Demarczyk's unreleased 1964 live performance from a radio broadcast a couple of years ago. I pressed the Rec button only halfway through the broadcast, I do miss the whole thing as it contained 5 or 6 unknown songs. Here are only one and a half of them - plus a few already known ones.
Enjoy - Mediafire, 21 minutes.
Etykiety:
chanson,
Ewa Demarczyk,
genius,
literary,
Polish,
radio,
unreleased
niedziela, 23 listopada 2008
Neu! - 75
Jednak coś krautrockowego znajdzie się i tu. Nie wiem, czy to najlepsza płyta tego nurtu, ale na pewno najfajniejsza. Zespół Neu! wymyślił sobie, że będzie grał wszystko w jednakowym rytmie. Nagrał jedną taką płytę, potem drugą taką samą (w takiej samej okładce), a przy trzeciej płycie uznał, że trzeba coś zmienić i dokooptował do części nagrań jeszcze jednego perkusistę. Rytm się nie zmienił. Okładka też nie.
Taka najbardziej przystępna chyba z ich płyt to jest. Prawie disco momentami. Ale grają tak, że jak ich pierwszy raz usłyszałem, od razu przestałem lubić Stereolab - bo już było to samo, tylko lepiej.
Coś mi się zdaje, że obaj główni członkowie zespołu już nie żyją, a jeden z nich zmarł w tym roku. Skoro taką muzykę po sobie pozostawili, będzie im lżej na tamtym świecie. Nam na tym świecie też.
Proszę się częstować i cieszyć - Mediafire, 96 Mb.
Taka najbardziej przystępna chyba z ich płyt to jest. Prawie disco momentami. Ale grają tak, że jak ich pierwszy raz usłyszałem, od razu przestałem lubić Stereolab - bo już było to samo, tylko lepiej.
Coś mi się zdaje, że obaj główni członkowie zespołu już nie żyją, a jeden z nich zmarł w tym roku. Skoro taką muzykę po sobie pozostawili, będzie im lżej na tamtym świecie. Nam na tym świecie też.
Proszę się częstować i cieszyć - Mediafire, 96 Mb.
Kazimierz Serocki - Pianophonie (1976-78)
I właśnie teraz przydałaby się jakaś dyskusja o muzyce.
To jeden z czołowych awangardzistów polskiej muzy lat 50. i później, i to jest jego ostatnie dzieło. Czy to brzmi jak skomponowane w słodkiej epoce gierkowskiej? Raczej nie. Przetworzone dźwięki fortepianu (na nim Szabolcs Esztenyi - przyjaciel naszego ulubieńca Sikorskiego), perkusja plus cała orkiestra, dużo energii, trochę nudy. A moze to ja się za mało wsłuchałem.
Przegrywane 15 lat temu ze zdartego winyla na kiepską kasetę - aż dziw, jak to dobrze słychać. Mediafire, 52 Mb.
Kazimierz Serocki - one of Penderecki's or Lutoslawski's peers. "Pianophonie" made for his last piece of work. Composed for amplified piano and orchestra, performed by Szabolcs Esztenyi (Tomasz Sikorski's close friend) and, erm, can't find my notes here, sorry.
Enjoy - Mediafire, 52 Mb.
To jeden z czołowych awangardzistów polskiej muzy lat 50. i później, i to jest jego ostatnie dzieło. Czy to brzmi jak skomponowane w słodkiej epoce gierkowskiej? Raczej nie. Przetworzone dźwięki fortepianu (na nim Szabolcs Esztenyi - przyjaciel naszego ulubieńca Sikorskiego), perkusja plus cała orkiestra, dużo energii, trochę nudy. A moze to ja się za mało wsłuchałem.
Przegrywane 15 lat temu ze zdartego winyla na kiepską kasetę - aż dziw, jak to dobrze słychać. Mediafire, 52 Mb.
Kazimierz Serocki - one of Penderecki's or Lutoslawski's peers. "Pianophonie" made for his last piece of work. Composed for amplified piano and orchestra, performed by Szabolcs Esztenyi (Tomasz Sikorski's close friend) and, erm, can't find my notes here, sorry.
Enjoy - Mediafire, 52 Mb.
Ewa Demarczyk - singiel, 1963
"Karuzela z Madonnami", "Taki pejzaż" i "Czarne anioły" w wersjach z pierwszego singla artystki. Jest to dostępne jako bonus na jednej z edycji pierwszego longa. Albo na winylu w miarę tanio na Allegro. Demarczyk wspominała, że późniejsze, longplejowe wersje tych piosenek są mniej udane. No to voila - Mediafire, 60 Mb.
Ewa Demarczyk's first 7" EP from 1963. All three songs appear on her 1967's LP as well, yet the singer herself considered these versions superior.
Enjoy - Mediafire, 60 Mb.
Ewa Demarczyk's first 7" EP from 1963. All three songs appear on her 1967's LP as well, yet the singer herself considered these versions superior.
Enjoy - Mediafire, 60 Mb.
Gadka pana Mietka
No właśnie o to chodziło, moi mili. Ruszyło się z komentarzami, a wszystkie b. ciekawe. Mało tego, Vox okazał się być sporym hitem - ktoś to ściąga. W przeciwieństwie do Warszawskiej Jesieni 2008. Więc jak, wolicie tu ambitne rzeczy czy komerchę?
Dziękuję także anonimowemu komentatorowi za zaliczenie mojego skromnego bloga do pierwszej ligi - ja bym się w życiu nie równał z blogami Majeranka czy Piotra K.
Generalnie chyba dobrze odczytaliście moje intencje - słuchajmy (lub nie) muzyki nie dlatego, że ją umieszczamy w jakimś nurcie, tylko samą dla siebie.
Poza tym spoko, następne uploady będą w starym stylu. Szykuję też jeden wyjątkowo duży post z przepiękną muzyką - będzie przed świętami.
ps. Wiadomo Kto, co to jest? pierwszy numer brzmiał jak Dome, drugi jak Rongwrong, a trzeci jak "my z kolegą". czy to Ty z kolegą? i chcesz tą Fuszitsuszę?
Dziękuję także anonimowemu komentatorowi za zaliczenie mojego skromnego bloga do pierwszej ligi - ja bym się w życiu nie równał z blogami Majeranka czy Piotra K.
Generalnie chyba dobrze odczytaliście moje intencje - słuchajmy (lub nie) muzyki nie dlatego, że ją umieszczamy w jakimś nurcie, tylko samą dla siebie.
Poza tym spoko, następne uploady będą w starym stylu. Szykuję też jeden wyjątkowo duży post z przepiękną muzyką - będzie przed świętami.
ps. Wiadomo Kto, co to jest? pierwszy numer brzmiał jak Dome, drugi jak Rongwrong, a trzeci jak "my z kolegą". czy to Ty z kolegą? i chcesz tą Fuszitsuszę?
piątek, 21 listopada 2008
Vox (1979), czyli zemsta mojej mamy
Jest gdzieś tak listopad 1980. Świeżo upieczony fan rocka, dziesięcioletni Miecio, zachodzi po szkole do empiku, gdzie na swoim ulubionym stoisku widzi jakieś zamieszanie - płyty rzucili. Wśród nich rzecz, na którą Miecio ostrzył ząbki - "Helicopters" Porter Band. Biegiem do domu po fundusze, a raczej dotację od mamy. Po drodze Mietek knuje chytry plan: "no tak, na płytę jakichś długowłosych narkomanów forsy nie dostanę. Powiem, że jest płyta Voxu - mama ich lubi, a jak wrócę, to powiem, że już wykupili".
No, plan się powiódł w 100%. Helicopters kupowałem sobie jeszcze kilka razy (zdzierał się winyl), aż parę lat temu nabyłem kompakt. I co ciekawe, mniej więcej w tym samym czasie kupiłem też - za całe 3 złote - tamten nieszczęsny Vox na cd. Co gorsza, moja mama się chyba zemściła za defraudację sprzed ćwierć wieku - spodobała mi się ta płyta.
Ten zespół jest ZBYT obciachowy, by załapać się na nostalgię za obciachem. Nie ma ich na składankach z serii Polish Funk (a trafił tam akompaniujący im Alex Band). Nie ma też hasła "Vox" w książce "333 popkulturowe rzeczy PRL", co uważam za poważny błąd tej publikacji (zwłaszcza, że jest tam Vondrackova). Myślę sobie, że zbiorowa pamięć dałaby radę ich przetrawić, gdyby byli homoseksualistami. A tak - co tu z nimi począć?
Płyta ma przede wszystkim zajebistą wartość kulturoznawczą. Posłuchajmy np. utworu "Ale Feeling" - flaki z olejem, ale była tam i wtedy publiczność, która się nim ekscytowała. Następna pieśń, "Masz w oczach dwa nieba" - "u u u uuuu", i już widzę te wszystkie Lucyny (Haliny, Krystyny) w sukienkach a la zasłona hotelowa i fryzurach a la Farah Fawcett, mięknące w ramionach restauracyjnych Borewiczów.
Kompozycje, myślę, zahaczają o nurt "outsider music" - te podróby Bee Gees były robione (zresztą dobrze) w świętej niewinności. Co z tego, że wspomniane "Dwa nieba" to zrzyna z "How Deep Is Your Love", a "Dopiero dziś" to wypisz wymaluj "Until". Rynkowski jako kompozytor w świetnej formie ("Lucy"). Teksty: pisali je np. P. Howil czy T. Rayer - ani chybi pseudonimy jakichś esbeków.
Pierwotnie chciałem zamieścić tylko repertuar oryginalnego LP, ale singlowe bonusy - Bananowy song i Dwa nieba w anglojęzycznych wersjach i dwa kowery Bee Gees (!!!) - mają tak cudownie koślawe tytuły, że nawet zespoły pop z Molvanii się chowają.
Proszę się częstować - Mediafire, 98 Mb.
hasło - panmietekblogspotcom
No, plan się powiódł w 100%. Helicopters kupowałem sobie jeszcze kilka razy (zdzierał się winyl), aż parę lat temu nabyłem kompakt. I co ciekawe, mniej więcej w tym samym czasie kupiłem też - za całe 3 złote - tamten nieszczęsny Vox na cd. Co gorsza, moja mama się chyba zemściła za defraudację sprzed ćwierć wieku - spodobała mi się ta płyta.
Ten zespół jest ZBYT obciachowy, by załapać się na nostalgię za obciachem. Nie ma ich na składankach z serii Polish Funk (a trafił tam akompaniujący im Alex Band). Nie ma też hasła "Vox" w książce "333 popkulturowe rzeczy PRL", co uważam za poważny błąd tej publikacji (zwłaszcza, że jest tam Vondrackova). Myślę sobie, że zbiorowa pamięć dałaby radę ich przetrawić, gdyby byli homoseksualistami. A tak - co tu z nimi począć?
Płyta ma przede wszystkim zajebistą wartość kulturoznawczą. Posłuchajmy np. utworu "Ale Feeling" - flaki z olejem, ale była tam i wtedy publiczność, która się nim ekscytowała. Następna pieśń, "Masz w oczach dwa nieba" - "u u u uuuu", i już widzę te wszystkie Lucyny (Haliny, Krystyny) w sukienkach a la zasłona hotelowa i fryzurach a la Farah Fawcett, mięknące w ramionach restauracyjnych Borewiczów.
Kompozycje, myślę, zahaczają o nurt "outsider music" - te podróby Bee Gees były robione (zresztą dobrze) w świętej niewinności. Co z tego, że wspomniane "Dwa nieba" to zrzyna z "How Deep Is Your Love", a "Dopiero dziś" to wypisz wymaluj "Until". Rynkowski jako kompozytor w świetnej formie ("Lucy"). Teksty: pisali je np. P. Howil czy T. Rayer - ani chybi pseudonimy jakichś esbeków.
Pierwotnie chciałem zamieścić tylko repertuar oryginalnego LP, ale singlowe bonusy - Bananowy song i Dwa nieba w anglojęzycznych wersjach i dwa kowery Bee Gees (!!!) - mają tak cudownie koślawe tytuły, że nawet zespoły pop z Molvanii się chowają.
Proszę się częstować - Mediafire, 98 Mb.
hasło - panmietekblogspotcom
poniedziałek, 17 listopada 2008
Eugeniusz Rudnik - Collage (1965), Martwa natura z ptakiem, zegarem, strzelcem i panną (97)
Ująłeś mnie, Rajzbret, swoim komentarzem. Specjalnie z tej okazji dwa inne Rudniki z moich kaset: niby dzieli je wszystko, ale klimat ten sam - ciepły, swojski, absurdalny, jaki tam jeszcze.
Rudnik, nie kompozytor a inżynier dźwięku, w Collage'u wykorzystał m. in. przydźwięk ze wzmacniacza. (Znowu się Sonic Youth kłaniają, choć o tym nie wiedzą nic). A "Martwa natura..." brzmi bardzo podobnie do "Ptaków...", ale bardziej bagniście.
Zresztą sami usłyszycie - Mediafire, 34 Mb.
hasło (password) - skomentuj
Rudnik, nie kompozytor a inżynier dźwięku, w Collage'u wykorzystał m. in. przydźwięk ze wzmacniacza. (Znowu się Sonic Youth kłaniają, choć o tym nie wiedzą nic). A "Martwa natura..." brzmi bardzo podobnie do "Ptaków...", ale bardziej bagniście.
Zresztą sami usłyszycie - Mediafire, 34 Mb.
hasło (password) - skomentuj
Etykiety:
contemporary classical,
field recordings,
genius,
Polish,
radio
Odzew
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze - stare i nowe. Jak powiedziałem, piszcie, cokolwiek myślicie.
Zawsze dyskutowałem ze znajomymi o rocku, także w jego awangardowej odmianie, natomiast jazz i (zwłaszcza) poważkę odkrywałem w dużej mierze na własną rękę. Chyba nie ma subkultur młodzieżowych, które chodzą bandami, piją wino i słuchają Pendereckiego. Zapraszam Was do właśnie takiej bandy (wino każdy we własnym zakresie).
Odbiór.
PS. Polecam też zajrzeć na moje inne blogi: The Big F i Decent Island. Tam po angielskiemu się staram pisać, bo one w sumie dla międzynarodowego czytelnika. Ale poradzicie se.
Zawsze dyskutowałem ze znajomymi o rocku, także w jego awangardowej odmianie, natomiast jazz i (zwłaszcza) poważkę odkrywałem w dużej mierze na własną rękę. Chyba nie ma subkultur młodzieżowych, które chodzą bandami, piją wino i słuchają Pendereckiego. Zapraszam Was do właśnie takiej bandy (wino każdy we własnym zakresie).
Odbiór.
PS. Polecam też zajrzeć na moje inne blogi: The Big F i Decent Island. Tam po angielskiemu się staram pisać, bo one w sumie dla międzynarodowego czytelnika. Ale poradzicie se.
sobota, 15 listopada 2008
Hasło
Zależy mi na Waszych komentarzach.
Dziękuję za te, co są; piszcie! cokolwiek - podobało się, nie podobało się, jedno i drugie.
Od następnego posta wprowadzę hasło 'skomentuj'. Albo jakoś tak.
Dziękuję za te, co są; piszcie! cokolwiek - podobało się, nie podobało się, jedno i drugie.
Od następnego posta wprowadzę hasło 'skomentuj'. Albo jakoś tak.
Krzysztof Komeda - Astigmatic, 1966
Jeśli jakimś cudem ktoś jeszcze nie zna, to niech jak najszybciej nadrobi. Trzy numery - Astigmatic, Svantetic i Kattorna. (Wiem, że powinienem padać na twarz przed kompozycją tytułową, ale mi się zawsze bardziej strona b podobała.)
Zgrywane z wersji CD sprzed kilku lat (NIE z tej niedawnej reedycji) - takie jakieś to brzmienie, nie wiem, ostre. Lepiej mi gra stary winyl na starym patefonie, słowo daję.
Radzę sobie kupić - Polskie Nagrania wydały niedawno winyla, nie jest super drogi. Choć mojej okazji chyba nie przebijecie - za swój egzemplarz dałem 5 złotych w komisie. Dużo szczęścia życzy kominiarz.
A póki co: Megaupload, 100 Mb.
For my ears, this is not the best sounding edition of this kick-ass classic which, surpisingly enough, was by and large the only proper LP from the Polish laryngologist-turned-jazz pianist/composer released during his lifetime. With reissues galore including a mid-00's vinyl pressing, let this be your entry point to a gone never to return world: Megaupload, 100 Mb.
Zgrywane z wersji CD sprzed kilku lat (NIE z tej niedawnej reedycji) - takie jakieś to brzmienie, nie wiem, ostre. Lepiej mi gra stary winyl na starym patefonie, słowo daję.
Radzę sobie kupić - Polskie Nagrania wydały niedawno winyla, nie jest super drogi. Choć mojej okazji chyba nie przebijecie - za swój egzemplarz dałem 5 złotych w komisie. Dużo szczęścia życzy kominiarz.
A póki co: Megaupload, 100 Mb.
For my ears, this is not the best sounding edition of this kick-ass classic which, surpisingly enough, was by and large the only proper LP from the Polish laryngologist-turned-jazz pianist/composer released during his lifetime. With reissues galore including a mid-00's vinyl pressing, let this be your entry point to a gone never to return world: Megaupload, 100 Mb.
Jerzy Milian Trio - Baazaar, 1969
Trio niesamowitego Miliana z Jackiem Bednarkiem na basie (i gidjaku, cokolwiek to jest) i Grzegorzem Gierłowskim na bębnach. Brakuje czegoś do pełni szczęścia? Mamy jeszcze Ewę Wanat na wokalu. (No, z obowiązku jeszcze wymieńmy flecistę Janusza Mycha).
Piękne brzmienia i klimaty, fryzury bombka, sukienki mini - wszystko, czego wymagam od jazzu.
DivShare, 70 Mb (mp3 320) albo DivShare, 172 Mb (ape).
Piękne brzmienia i klimaty, fryzury bombka, sukienki mini - wszystko, czego wymagam od jazzu.
DivShare, 70 Mb (mp3 320) albo DivShare, 172 Mb (ape).
Dzwony japońskich świątyń - Japanese Temple Bells
No to coś z zupełnie innej beczki. To nie muzyka. Płyta "Japanese Temple Bells 8-17th Century" zawiera, zgodnie z tytułem, nagrania dzwonów (niekiedy drewnianych) z japońskich świątyń. Ech, naprawdę powinienem był to dać na wiosnę.
Prawie godzina nie-muzyki. Ale za to relaksuje.
Mediafire, 80 Mb.
Prawie godzina nie-muzyki. Ale za to relaksuje.
Mediafire, 80 Mb.
Subskrybuj:
Posty (Atom)