Nie no, przesada, miesiąc od ostatniego posta. No naprawdę.
Jedna płyta z serii zbyt pięknej, by była prawdziwa: w połowie lat 80. awangardziści (Mitan, Nadolski et consortes) zdołali wydać kilka płyt zupełnie własnych. Prawdziwe independent. No, musiało to być pod czapą jakiejś oficjalnej instytucji - jako wydawca figuruje jakieś Zrzeszenie Studentów czy Alma Art czy cholera wie co. Część (niskich) nakładów była zapakowana w ręcznie robione okładki - mam szczęście mieć właśnie taki egzemplarz oklejony czarnym, hm, nie jest to aksamit, ale a la w podobie. Inna płyta z tej serii - genialny Krzysztof Knittel - jest tutaj, a resztę można sobie dokupić na Ebayu za 200-300 złotych. Za sztukę. (Za sztukę trzeba płacić)
Do rzeczy Mieczysławie: grają Przybielski, Korecki, Konikiewicz, Czajkowski i Zduniak. Dość melodyjna i niespecjalnie awangardowa muzyka. Mottem płyty jest "Szczęśliwy, kto nie chodzi za radą bezdomnych" - a skąd to, dziatki? Świetna płyta, dlatego zdarta niestety - Mediafire, 70 Mb (flaki w komentarzach)
PS. AHAAAAA, jak macie inne płyty z tej serii, nie wstydźcie się, zgrajcie i dajcie!
Surprisingly straight and subdued sounding music from some of the most restless spirits of the Polish avant-jazz scene. This (literally) black velvet clad piece of vinyl was released independently in the mid-80s Poland, which was nigh on impossible then and (t)here. A great, hence worn out, record - Mediafire, 70 Mb (FLAC files in comments).
PS2. jest też i tu: http://chomikuj.pl/wloczega/Muzyka+Mniej+Znana/Andrzej+Przybielski
czwartek, 19 marca 2009
czwartek, 19 lutego 2009
Za Siódmą Górą - This Is My Dream EP, 1999
Jakoś mi umknęła ta płytka w swoim czasie. A jest świetna, naprawdę. Mała rzecz, ale - jak dla mnie - najlepsze, co zrobili, obok "Muzyki, jakiej świat nie widzi", którą bardzo chętnie bym zamieścił, gdyby nie to, że jest wciąż dostępna w formacie mp3 320.
Sytri pięknie to zgrała, Marekjarek super odklikał, a ja po prostu sobie siedzę i ładnie wyglądam: mp3 - Mediafire, 21 Mb; FLAC - Mediafire, 68 Mb.
Sounds excellent - no clicks at all! Here is Za Siodma Gora from their post-"Muzyka, jakiej swiat nie widzi" era. These two tracks complement the LP perfectly. Somebody from Column One appears on this record, I guess. Luckily, the music remains on the good side - mp3 - Mediafire, 21 Mb; FLAC - Mediafire, 68 Mb.
Sytri pięknie to zgrała, Marekjarek super odklikał, a ja po prostu sobie siedzę i ładnie wyglądam: mp3 - Mediafire, 21 Mb; FLAC - Mediafire, 68 Mb.
Sounds excellent - no clicks at all! Here is Za Siodma Gora from their post-"Muzyka, jakiej swiat nie widzi" era. These two tracks complement the LP perfectly. Somebody from Column One appears on this record, I guess. Luckily, the music remains on the good side - mp3 - Mediafire, 21 Mb; FLAC - Mediafire, 68 Mb.
Band of Pain - To Whom It May Concern/Driven 7"EP, OBUH, 1995 (post prawie do rymu)
Jedna z pozycji Obuha wcale licznych nagranych przez artystów zagranicznych. Aż się nie czuje jak się rymuje. Steve Pittis, lider tego duetu, chyba w zespole Splintered grał. Chyba, bo jak już pewnie zauważyliście, ten blog nie jest źródłem informacji o muzyce, tylko muzyki i moich opinii o tejże. Znam mądrali, co będą się wykłócali, czy ta muzyka to post-industrial, czy pre-industrial. Na szczęście my tak nie musimy. Dedykuję tego posta wszystkim, którzy tydzień temu nie wygrali licytacji ostatniego egzemplarza tej płyty ze składu Obuha. Nie nie, to nie ja wygrałem, ja kupiłem normalnie na jakiejś giełdzie 10 lat temu będzie. Mp3: Mediafire, 28 Mb; FLAC: Mediafire, 57 Mb.
One of quite a few Obuh releases featuring non-Polish artists. This ethereal 7" from Steve Pittis' Band of Pain (was he a member of Splintered?) has just gone out-of-print this month. Some would spend hours arguing whether this is post-industrial or rather pre-industrial. We may just sit back and enjoy the music. Mp3: Mediafire, 28 Mb; FLAC: Mediafire, 57 Mb.
One of quite a few Obuh releases featuring non-Polish artists. This ethereal 7" from Steve Pittis' Band of Pain (was he a member of Splintered?) has just gone out-of-print this month. Some would spend hours arguing whether this is post-industrial or rather pre-industrial. We may just sit back and enjoy the music. Mp3: Mediafire, 28 Mb; FLAC: Mediafire, 57 Mb.
piątek, 6 lutego 2009
Raga Sangit - "Muzyka z księgi", LP, 1989
No, taka data jest na okładce; pamiętam, że płyta wyszła już wiosną 1990.
Repertuar zbliżony do kasety, ale całkiem inaczej brzmiący. W składzie zespołu obok państwa Pomianowskich tym razem m. in. Marek Styczyński, wtedy w Atmanie, teraz w Karpatach Magicznych. Tłoczenie płyty okropne, nie dziwię się, że ludzkość tak szybko się przestawiła na kompakty. Proszę się częstować - mp3 320: Mediafire, 96 Mb; flac: strona A i strona B.
ps. w komentarzach znajdziecie wersję o poprawionym brzmieniu.
The sophomore long-player and the sole vinyl release from Raga Sangit. Apart from not being re-released on CD, this record is notable for featuring Marek Styczynski (of then Atman and now Magic Carpathians fame) on surmandala, zither's Indian counterpart. A serious contender for the worst pressed vinyl record I own. Anywyay, the music's lovely - mp3 320: Mediafire, 96 Mb or FLAC: side A and side B. (check the comments section for a somewhat better sounding lossless version)
Repertuar zbliżony do kasety, ale całkiem inaczej brzmiący. W składzie zespołu obok państwa Pomianowskich tym razem m. in. Marek Styczyński, wtedy w Atmanie, teraz w Karpatach Magicznych. Tłoczenie płyty okropne, nie dziwię się, że ludzkość tak szybko się przestawiła na kompakty. Proszę się częstować - mp3 320: Mediafire, 96 Mb; flac: strona A i strona B.
ps. w komentarzach znajdziecie wersję o poprawionym brzmieniu.
The sophomore long-player and the sole vinyl release from Raga Sangit. Apart from not being re-released on CD, this record is notable for featuring Marek Styczynski (of then Atman and now Magic Carpathians fame) on surmandala, zither's Indian counterpart. A serious contender for the worst pressed vinyl record I own. Anywyay, the music's lovely - mp3 320: Mediafire, 96 Mb or FLAC: side A and side B. (check the comments section for a somewhat better sounding lossless version)
środa, 4 lutego 2009
Gerogerogegege - No Sound, 7", 1995?


I bądź tu człowieku mądry z taką okładką.
Dwa utwory, które każą nam się zastanowić nad granicami muzyki. Odgłosy przypominające ciągnięcie po ziemi kontenerów z pustymi butelkami po mleku. Tylko Japończycy tak mogą. Strona B zdecydowanie lepsza, choć nie wiem dlaczego. Całość - kto wie, czy nie najdziwniejsza płyta, jaką mam: Mediafire, 27 Mb.
Can you make out any relevant info from the cover? Two tracks which make us wonder where the music ends. Sounds like metal crates full of empty bottles being dragged around. Yep, they're Japanese. The B side is much better, although I don't exactly know why. Overall, a serious contender for the weirdest record I own - Mediafire, 27 Mb.
wtorek, 3 lutego 2009
W Końcu Co Tam - niewydana płyta, 1992
Nagrany w sierpniu i wrześniu 1992 w studiu Złota Skała materiał, który miał wstrząsnąć początkującą polską sceną indie. Poznański zespół, targany kłopotami personalnymi - jak mówili niedoszli wydawcy z Outside - jednak nie zebrał się w sobie na tyle, żeby doprowadzić do wydania kasety. Prog-math-post-hc-noise - że też chciało im się tak grać...a mi się chciało wtedy tego słuchać... Nie jest tak źle, pokazują talent zwłaszcza w dłuższych, bardziej transowych numerach. Jakby dłużej pograli, to może nawet byłoby z nich coś klasy Kobonga. Perkusista zdaje się gra teraz w Armii, gitarzyści może nawet też. 50 minut muzyki.
sobota, 31 stycznia 2009
Za Siódmą Górą - Unclean & Clean EP, 1991
Ktoś akurat prosił o ponowne załadowanie tej dwunastocalówki - w samą porę.
Niniejszym otwieram - z pomocą pani Sytri i pana Eclipse - cykl Obuhowy. Awangardowa wytwórnia Wojcka działa - z różnymi przygodami - po dziś dzień i cały czas zaskakuje. Zaczęło się to w 1991 roku od prezentowanej teraz płyty zespołu Wojcka (odtwarzanej z prędkością 50 obrotów na minutę!) i przez kilka lat Obuha wszędy było pełno - co chwila jakaś nowa kasetka albo winyl, a wszystko trzymało poziom. I jakoś tak w 1997 roku, po wydaniu pierwszej serii kompaktów, nagle ucichło i Wojcek zaczął wydawać dwie-trzy pozycje rocznie. Potraktujmy pierwsze sześć lat Obuha jako "złoty okres" i przypomnijmy - hm, kto wie, może uda się wszystko zebrać? Po kolei, na razie to - Mediafire, 85 Mb [ape] albo mp3 - Mediafire, 35 Mb.
The anonymous reader's timing was perfect - here begins the OBUH Records saga. This 12-inch 50 (yes!) rpm EP from Za Siodma Gora (which translates as Over the Seventh Mountain) was the i(g)nitial release in the label's early-to-mid-90s spate of good-to-brilliant records and cassettes. Obuh is (not "are"; it's basically one guy) still innovative, albeit not so active as in its golden years. Meanwhile, enjoy this - Mediafire, 85 Mb [ape] or Mediafire, 35 Mb [mp3].
Niniejszym otwieram - z pomocą pani Sytri i pana Eclipse - cykl Obuhowy. Awangardowa wytwórnia Wojcka działa - z różnymi przygodami - po dziś dzień i cały czas zaskakuje. Zaczęło się to w 1991 roku od prezentowanej teraz płyty zespołu Wojcka (odtwarzanej z prędkością 50 obrotów na minutę!) i przez kilka lat Obuha wszędy było pełno - co chwila jakaś nowa kasetka albo winyl, a wszystko trzymało poziom. I jakoś tak w 1997 roku, po wydaniu pierwszej serii kompaktów, nagle ucichło i Wojcek zaczął wydawać dwie-trzy pozycje rocznie. Potraktujmy pierwsze sześć lat Obuha jako "złoty okres" i przypomnijmy - hm, kto wie, może uda się wszystko zebrać? Po kolei, na razie to - Mediafire, 85 Mb [ape] albo mp3 - Mediafire, 35 Mb.
The anonymous reader's timing was perfect - here begins the OBUH Records saga. This 12-inch 50 (yes!) rpm EP from Za Siodma Gora (which translates as Over the Seventh Mountain) was the i(g)nitial release in the label's early-to-mid-90s spate of good-to-brilliant records and cassettes. Obuh is (not "are"; it's basically one guy) still innovative, albeit not so active as in its golden years. Meanwhile, enjoy this - Mediafire, 85 Mb [ape] or Mediafire, 35 Mb [mp3].
piątek, 30 stycznia 2009
Wojciech Młynarski - Zamknięty Rozdział, 1991
Recital z października 1990 roku (to stąd te aluzje do wyborów prezydenckich) zawierający piosenki zatrzymane przez zdechłą niedawno wcześniej cenzurę, tak więc repertuar w dużej mierze nieznany. Młynarski wykonuje te pieśni odzyskane z niebywałą energią, a artystycznie trzyma stały (wysoki) poziom, bo kryterium selekcji było w gruncie rzeczy przypadkowe: jest tu kilka świetnych numerów i jeden absolutnie genialny, Jak należy zaczynać przedstawienie cyrkowe. Czad - Mediafire, 88 Mb.
Krzysztof Komeda - Etiudy Baletowe, 1962
Jednak nasz kraj się ździebko zmienił przez ostatnie lata.
Pisze wdowa po artyście: "Do powstania Etiud Baletowych bardzo się przyczynił [imię i nazwisko redaktora muzycznego], który jako szef mającego się odbyć Jazz Jamboree zgodził się zapłacić honoraria muzykom, traktując to nagranie jako dodatkowy występ na festiwalu (podkreślenie moje - Pan Mietek)". Dziś byłaby to sprawa korupcyjna do gazet, a wtedy - żadnego sensu nie miałoby jej rozpatrywanie w takich kategoriach. Zresztą tego samego redaktora wspominali, też z imienia i nazwiska, muzycy Miłości jako człowieka, który bardzo im pomógł się przebić na początku kariery. 30 lat po Komedzie i jego Etiudach.
Znacie? - pewnie znacie; Etiuda II to jeden z największych przebojów Komedy. Jeśli o całą kompozycję chodzi, to był to pierwszy poważny moment, kiedy nasz bohater odbił się od jazzowego mainstreamu (porównajcie sobie z tym) w swoją, zupełnie osobną stronę. Krótkie i świetne - Mediafire, 44 Mb.
Apart from containing some of his catchiest tunes, Komeda's Ballet Etudes from 1962 were the pianist/composer's first major escape from straight-ahead jazz into his very own musical world: part avant-garde, part classical, part free; predating the ECM mode by a decade. Sadly, the guy had only six and a half years more left in this mortal coil. Short and great - Mediafire, 44 Mb.
Pisze wdowa po artyście: "Do powstania Etiud Baletowych bardzo się przyczynił [imię i nazwisko redaktora muzycznego], który jako szef mającego się odbyć Jazz Jamboree zgodził się zapłacić honoraria muzykom, traktując to nagranie jako dodatkowy występ na festiwalu (podkreślenie moje - Pan Mietek)". Dziś byłaby to sprawa korupcyjna do gazet, a wtedy - żadnego sensu nie miałoby jej rozpatrywanie w takich kategoriach. Zresztą tego samego redaktora wspominali, też z imienia i nazwiska, muzycy Miłości jako człowieka, który bardzo im pomógł się przebić na początku kariery. 30 lat po Komedzie i jego Etiudach.
Znacie? - pewnie znacie; Etiuda II to jeden z największych przebojów Komedy. Jeśli o całą kompozycję chodzi, to był to pierwszy poważny moment, kiedy nasz bohater odbił się od jazzowego mainstreamu (porównajcie sobie z tym) w swoją, zupełnie osobną stronę. Krótkie i świetne - Mediafire, 44 Mb.
Apart from containing some of his catchiest tunes, Komeda's Ballet Etudes from 1962 were the pianist/composer's first major escape from straight-ahead jazz into his very own musical world: part avant-garde, part classical, part free; predating the ECM mode by a decade. Sadly, the guy had only six and a half years more left in this mortal coil. Short and great - Mediafire, 44 Mb.
środa, 21 stycznia 2009
Raga Sangit - okładka kasety




Dopchałem się wreszcie do skanera.
W filmie "Upał" jest scena, w której do Warszawy przyjeżdża nowy ambasador skądsiś i mówi: "Wieczorem przyniosę listy uwierzytelniające; zresztą nic specjalnego - 'uwierzytelniam tego i tego' ". No i z tymi okładkami jest to samo. Znawcy co najwyżej mogą dochodzić, jaki model kalgrafu zastosowano.
sobota, 10 stycznia 2009
Raga Sangit - suplement
Jeśli ktoś wątpi jeszcze w wielkość tej grupy, to proszę posłuchać tych samych czterech rag (a raczej ich tematów) w wersjach wzorcowych, z The Raga Guide Nimbus Records. Osiem gospodyń domowych na dziesięć nie słyszy różnicy. Dwie pozostałe wybierają wykonania Polaków. Wy też - Mediafire, 46 Mb.
If you're still in doubt as to Raga Sangit's greatness, do listen to (the themes of) those ragas in the reference versions, from Nimbus Records' The Raga Guide. 8 out of 10 housewives can spot no difference between these and those of the Polish band. The remaining two pick Raga Sangit as their preference. And you will too - Mediafire, 46 Mb.
If you're still in doubt as to Raga Sangit's greatness, do listen to (the themes of) those ragas in the reference versions, from Nimbus Records' The Raga Guide. 8 out of 10 housewives can spot no difference between these and those of the Polish band. The remaining two pick Raga Sangit as their preference. And you will too - Mediafire, 46 Mb.
Raga Sangit - "Klasyczna muzyka północnych Indii", kaseta, 1987
Czytelnik Tomkiz telepatycznie sobie tego zażyczył.
Raga Sangit to był świetny polski zespół grający klasyczną muzykę indyjską. Dla mnie, co tu gadać, jedna z kluczowych rzeczy mej młodości. Zobaczyć ich koncert w wieku lat 17 - duże przeżycie. Dlaczego oni byli tacy świetni? Ha, bo na pierwszym miejscu państwo Pomianowscy (Maria i Jerzy) stawiali MUZYKĘ, a nie żadne tam tripy czy wibracje, jak choćby Atman, który widziałem wtedy wiele razy na żywo. Raga Sangit w i e d z i e l i co grają. Piękne brzmienie, instrumentem solowym jest tu sarangi - taka, upraszczając, indyjska wiolonczela. Maria Pomianowska gra do dziś, choć nie wiem prawdę mówiąc pod jakim szyldem, a pan Jerzy, socjolog z wykształcenia, został dyplomatą - przez jakiś czas był nawet, ni mniej ni więcej, tylko ambasadorem RP w Japonii.
W bliżej nieokreślonej przyszłości zapowiadam winyl tego zespołu z 1990 roku, a teraz - kaseta, wydana trzy lata wcześniej przez Akademickie Radio Pomorze ze Szczecina. Kaseta to zwykły Superton (kto wie, ten wie, młodszym nie ma sensu wyjasniać, bo i tak nie zrozumieją), więc to cud, że jakoś to jeszcze słychać (no, początki i końce są pociachane) - strona A i strona B.
A low-circulation cassette from Raga Sangit: a Polish outfit playing classical Hindustani music with force, competence, and authority. You'll be seduced by the sensual sound of sarangi, an indian cello of sorts. The group was led by husband and wife - Jerzy Pomianowski (a tabla player, later to become Poland's ambassador in Tokyo) and Maria Pomianowska (a well-respected folk/classical crossover musician). Utterly charming - side A and side B.
Raga Sangit to był świetny polski zespół grający klasyczną muzykę indyjską. Dla mnie, co tu gadać, jedna z kluczowych rzeczy mej młodości. Zobaczyć ich koncert w wieku lat 17 - duże przeżycie. Dlaczego oni byli tacy świetni? Ha, bo na pierwszym miejscu państwo Pomianowscy (Maria i Jerzy) stawiali MUZYKĘ, a nie żadne tam tripy czy wibracje, jak choćby Atman, który widziałem wtedy wiele razy na żywo. Raga Sangit w i e d z i e l i co grają. Piękne brzmienie, instrumentem solowym jest tu sarangi - taka, upraszczając, indyjska wiolonczela. Maria Pomianowska gra do dziś, choć nie wiem prawdę mówiąc pod jakim szyldem, a pan Jerzy, socjolog z wykształcenia, został dyplomatą - przez jakiś czas był nawet, ni mniej ni więcej, tylko ambasadorem RP w Japonii.
W bliżej nieokreślonej przyszłości zapowiadam winyl tego zespołu z 1990 roku, a teraz - kaseta, wydana trzy lata wcześniej przez Akademickie Radio Pomorze ze Szczecina. Kaseta to zwykły Superton (kto wie, ten wie, młodszym nie ma sensu wyjasniać, bo i tak nie zrozumieją), więc to cud, że jakoś to jeszcze słychać (no, początki i końce są pociachane) - strona A i strona B.
A low-circulation cassette from Raga Sangit: a Polish outfit playing classical Hindustani music with force, competence, and authority. You'll be seduced by the sensual sound of sarangi, an indian cello of sorts. The group was led by husband and wife - Jerzy Pomianowski (a tabla player, later to become Poland's ambassador in Tokyo) and Maria Pomianowska (a well-respected folk/classical crossover musician). Utterly charming - side A and side B.
piątek, 9 stycznia 2009
WOŚP
Ubolewam nad brakiem kultury matematycznej w narodzie.
Zaniedługo 17. finał Orkiestry. Wszyscy, łącznie z Owsiakiem, powtarzają "zaczynaliśmy 17 lat temu". A proszę sobie przypomnieć albo - lepiej - policzyć, kiedy to był finał nr 1. Tak, mają Państwo rację - SZESNAŚCIE lat temu! Skoro teraz jest siedemnasty, to pierwszy był lat temu szesnaście! Pamiętajcie o tym ludzie, ja nie będę już do tego wracał. Mam dosyć.
Zaniedługo 17. finał Orkiestry. Wszyscy, łącznie z Owsiakiem, powtarzają "zaczynaliśmy 17 lat temu". A proszę sobie przypomnieć albo - lepiej - policzyć, kiedy to był finał nr 1. Tak, mają Państwo rację - SZESNAŚCIE lat temu! Skoro teraz jest siedemnasty, to pierwszy był lat temu szesnaście! Pamiętajcie o tym ludzie, ja nie będę już do tego wracał. Mam dosyć.
wtorek, 6 stycznia 2009
Lech Janerka - Dobranoc (1997)
Widzieliście ten koncert ku czci Janerki ze Studenckiego Festiwalu Piosenki? Matko jedyna.
Nietrzymające się kupy słowo wiążące Łobodzińskiego, fałszująca Przemyk, Groniec, która z "Kalafiora" zrobiła piosenkę z Tik-Taka - pomyślałem sobie, ze Janerka się przewraca w grobie, jak to widzi. A jak pani Loranc wyszła i zaintonowała wysokim c starą partyzancką pieśń "Strzeż się tych miejsc", to pękłem ze śmiechu. Lechu aż wstał z grobu i zaśpiewał na koniec - swoim własnym głosem - dwa numery. (Na szczęście wszystko źle nie było - świetne Homo Twist, rewelacyjne Pogodno).
W takim razie dla Państwa płyta nagrana, gdy Janerka się dopiero przymierzał do grobu, że zacytuję Młynarskiego. "Dobranoc" to chyba jego najbardziej nierówna rzecz, ale kilka numerów super, w tym ge-nial-ny tytułowy. Kto wie, czy to nie moja ulubiona pieśń Lecha J w ogóle.
Proszę się częstować - Mediafire, 92 Mb.
Nietrzymające się kupy słowo wiążące Łobodzińskiego, fałszująca Przemyk, Groniec, która z "Kalafiora" zrobiła piosenkę z Tik-Taka - pomyślałem sobie, ze Janerka się przewraca w grobie, jak to widzi. A jak pani Loranc wyszła i zaintonowała wysokim c starą partyzancką pieśń "Strzeż się tych miejsc", to pękłem ze śmiechu. Lechu aż wstał z grobu i zaśpiewał na koniec - swoim własnym głosem - dwa numery. (Na szczęście wszystko źle nie było - świetne Homo Twist, rewelacyjne Pogodno).
W takim razie dla Państwa płyta nagrana, gdy Janerka się dopiero przymierzał do grobu, że zacytuję Młynarskiego. "Dobranoc" to chyba jego najbardziej nierówna rzecz, ale kilka numerów super, w tym ge-nial-ny tytułowy. Kto wie, czy to nie moja ulubiona pieśń Lecha J w ogóle.
Proszę się częstować - Mediafire, 92 Mb.
niedziela, 4 stycznia 2009
Eugeniusz Rudnik - Collage (1965)...
...jeszcze raz, z innej kasety, mniej zaszumione nagranie: Mediafire, 24 Mb.
...once again, ripped from another broadcast with substantially lower FM noise: Mediafire, 24 Mb.
...once again, ripped from another broadcast with substantially lower FM noise: Mediafire, 24 Mb.
Etykiety:
contemporary classical,
field recordings,
genius,
Polish,
radio,
unreleased
piątek, 2 stycznia 2009
Helmut Nadolski - Medytacje (1975)
Z podziękowaniami dla Markajarka.
Mag kontrabasu Nadolski, czołowy awangardzista polskiego jazzu lat 70. i później, wydał raptem dwie czy trzy płyty, niewznawiane rzecz jasna. Tę wydała kościelna wytwórnia Veriton - nagrania oczywiście z kościoła. Oprócz głównego instrumentu, grającego mroczne ambienty, są organy, syntezator i głos aktorski. Posępna to rzecz, niemniej chce się wracać. Proszę się częstować - Mediafire, 88 Mb.
hasło/password - panmietek
One of the few albums by one of the key figures of Poland's thriving avant-garde scene of the 1970s. Nadolski, a double bass player, composer, performer and writer, delivered his "Meditation" in the St. George's church in Sopot, Poland, with aid from - among others - his old mate Czeslaw Niemen. Dark, brooding, spiritual, and one of its kind, really. Never reissued since 1975 (sadly, this is the case with all of his LPs). Keep coming back to it - Mediafire, 88 Mb.
Mag kontrabasu Nadolski, czołowy awangardzista polskiego jazzu lat 70. i później, wydał raptem dwie czy trzy płyty, niewznawiane rzecz jasna. Tę wydała kościelna wytwórnia Veriton - nagrania oczywiście z kościoła. Oprócz głównego instrumentu, grającego mroczne ambienty, są organy, syntezator i głos aktorski. Posępna to rzecz, niemniej chce się wracać. Proszę się częstować - Mediafire, 88 Mb.
hasło/password - panmietek
One of the few albums by one of the key figures of Poland's thriving avant-garde scene of the 1970s. Nadolski, a double bass player, composer, performer and writer, delivered his "Meditation" in the St. George's church in Sopot, Poland, with aid from - among others - his old mate Czeslaw Niemen. Dark, brooding, spiritual, and one of its kind, really. Never reissued since 1975 (sadly, this is the case with all of his LPs). Keep coming back to it - Mediafire, 88 Mb.
Etykiety:
avant-garde,
contemporary classical,
jazz,
literary,
Polish,
vinyl
czwartek, 1 stycznia 2009
William DeVaughn - Give the Little Man a Great Big Hand
Wszystkiego najlepszego w 2009 roku, moi Państwo. Dużo zdrowia, dużo - dobrze spożytkowanej - kasy, no i dużo świetnej muzyki Wam życzę.
To jest utwór, którego ZAWSZE słucham 1 stycznia. Nie wiem właściwie dlaczego, ale ma jakiś taki nastrój... No i, hm, ja sam jestem nieduży, i jakaś taka big hand się by mi na cały rok przydała...
Znacie, nie znacie - posłuchajcie, i się zakochajcie. Mediafire, 14 Mb.
Happy New Year, folks! Tons of great music for the whole of 2009 to you all.
This here song is my obligatory listen for EVERY 1st of January. I don't really know why. Maybe beacuse I'm a sorta small guy myself, and I could use a great big hand for a year...
Anyway, to hear it is to love it - Mediafire, 14 Mb.
To jest utwór, którego ZAWSZE słucham 1 stycznia. Nie wiem właściwie dlaczego, ale ma jakiś taki nastrój... No i, hm, ja sam jestem nieduży, i jakaś taka big hand się by mi na cały rok przydała...
Znacie, nie znacie - posłuchajcie, i się zakochajcie. Mediafire, 14 Mb.
Happy New Year, folks! Tons of great music for the whole of 2009 to you all.
This here song is my obligatory listen for EVERY 1st of January. I don't really know why. Maybe beacuse I'm a sorta small guy myself, and I could use a great big hand for a year...
Anyway, to hear it is to love it - Mediafire, 14 Mb.
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Andrzej Kurylewicz Quintet - Go Right! (1963)
No i cholera, znowu na dżez mnie wzięło. Wszystko przez Ciebie, Sytri, z tym Milianem. Ale rodzina cokolwiek odetchnęła, bo wcześniej na Swansów miałem fazę. A to - sama radość życia. Świętej pamięci lider o dziwo na trąbce, poza tym Ptaszyn, Karolak, chyba Dyląg i Dąbrowski. I proszę mi nie marudzić że to mp3, bo nie mam inaczej. Na zdrowie - Mediafire, 63 Mb.
(hasło/password = panmietek.blogspot.com)
Luckily, the greatness of the 1960s Polish jazz is now widely appreciated. This album features music from some of the genre's key figures: the late great Andrzej Kurylewicz, Jan Ptaszyn Wroblewski and Wojciech Karolak. Play it to your friends and tell them it's Cannonball Adderley, they'll go "I didn't know he was so good". Dig it - Mediafire, 63 Mb.
(hasło/password = panmietek.blogspot.com)
Luckily, the greatness of the 1960s Polish jazz is now widely appreciated. This album features music from some of the genre's key figures: the late great Andrzej Kurylewicz, Jan Ptaszyn Wroblewski and Wojciech Karolak. Play it to your friends and tell them it's Cannonball Adderley, they'll go "I didn't know he was so good". Dig it - Mediafire, 63 Mb.
niedziela, 14 grudnia 2008
Cukor Bila Smert' - Selo (1993)
Gdyby to Obuh wydał, to wszyscy by sikali z zachwytu. A że to tylko jakaś tam Koka, która samą ukraińską muzykę prezentowała (? - działa ta wytwórnia jeszcze?), i nie jest to folk, przy którym można by się najebać i potańczyć, to wszyscy zapomnieli.
Co to była za wytwórnia? Można powiedzieć, że ukraińska, ale działająca w Polsce. W repertuarze - rzeczy zahaczające o awangardę. Mam kilka kaset, niektóre takie sobie, niektóre świetne. Ta - super. Eteryczne piosenki, trochę jak Księżyc, trochę jakby nowe Pustki bez sekcji rytmicznej. Proszę słuchać i się zachwycać - Mediafire, 95 Mb.
Koka Records was (and still is) a Poland-based label featuring indie music from Ukraine. This particular release could have easily fit into the OBUH roster. Quirky classical songs, not too far from Ksiezyc or Meredith Monk's more accessible moments. Enjoy - Mediafire, 95 Mb.
Co to była za wytwórnia? Można powiedzieć, że ukraińska, ale działająca w Polsce. W repertuarze - rzeczy zahaczające o awangardę. Mam kilka kaset, niektóre takie sobie, niektóre świetne. Ta - super. Eteryczne piosenki, trochę jak Księżyc, trochę jakby nowe Pustki bez sekcji rytmicznej. Proszę słuchać i się zachwycać - Mediafire, 95 Mb.
Koka Records was (and still is) a Poland-based label featuring indie music from Ukraine. This particular release could have easily fit into the OBUH roster. Quirky classical songs, not too far from Ksiezyc or Meredith Monk's more accessible moments. Enjoy - Mediafire, 95 Mb.
sobota, 13 grudnia 2008
Włodzimierz Kotoński - Antyfony (1970?)
Wybaczcie słabą jakość dźwięku [JUŻ NIE]. Ten numer jest świetny. Nie wiem jak ten Kotoński to robi, ale te jego kompozycje jakieś takie fajne są.
"Antyfony" są całe elektroniczne, choć brzmią jak zaśpiewane - ten dźwięk wokalopodobny to Kotoński wysmażył w studiu (oczywiście eksperymentalnym, oczywiście radia, oczywiście polskiego). Ten tego, częstujcie się - tędy proszę.
Another obscure gem from Polish Radio Experimental Studio. Erm, namely from one of its pioneers, Wlodzimierz Kotonski. This lovely composition is notable for its vocal-like sounds, which were all made up electronically. Dig it - this way please.
"Antyfony" są całe elektroniczne, choć brzmią jak zaśpiewane - ten dźwięk wokalopodobny to Kotoński wysmażył w studiu (oczywiście eksperymentalnym, oczywiście radia, oczywiście polskiego). Ten tego, częstujcie się - tędy proszę.
Another obscure gem from Polish Radio Experimental Studio. Erm, namely from one of its pioneers, Wlodzimierz Kotonski. This lovely composition is notable for its vocal-like sounds, which were all made up electronically. Dig it - this way please.
piątek, 12 grudnia 2008
Scott Walker - Scott 3 (1969)
Pora podsumowań, co? To jest moja płyta roku. Nie szkodzi, że się ukazała prawie 40 lat temu.
Ja się zgadzam z Brianem Eno, który stwierdził, że Scott Walker jest największy, a to, że mało płyt wydał, nie ma nic do rzeczy. Genialne piosenki. Posłuchajcie już pierwszej: nie dość, że melodia piękna, to jeszcze po paru minutach te smyczki, które robiły tło, przejmują pałeczkę. Treść zamienia się w formę. Utworu czwartego, Big Louise, to potrafiłem słuchać w kółko przez godzinę korzystając z funcji repeat. No, może koniec płyty trochę słabszy, jak śpiewa Brela. Ale i tak arcydzieło.
Teksty też super. Poczytajcie se, bo jest cały tzw. artwork w załączeniu.
Siedźcie wygodnie - Mediafire, 96 Mb.
Ja się zgadzam z Brianem Eno, który stwierdził, że Scott Walker jest największy, a to, że mało płyt wydał, nie ma nic do rzeczy. Genialne piosenki. Posłuchajcie już pierwszej: nie dość, że melodia piękna, to jeszcze po paru minutach te smyczki, które robiły tło, przejmują pałeczkę. Treść zamienia się w formę. Utworu czwartego, Big Louise, to potrafiłem słuchać w kółko przez godzinę korzystając z funcji repeat. No, może koniec płyty trochę słabszy, jak śpiewa Brela. Ale i tak arcydzieło.
Teksty też super. Poczytajcie se, bo jest cały tzw. artwork w załączeniu.
Siedźcie wygodnie - Mediafire, 96 Mb.
poniedziałek, 8 grudnia 2008
Olivier Messiaen - Vingt Regards Sur l'Enfant Jesus (20 spojrzeń na Dzieciątko Jezus), 1945
To jest właśnie ten obiecany (przed)świąteczny mega-post.
Tak to się zbiegło. Ponieważ nie czytam "Poradnika działkowca", sięgnąłem po Wyborczą; tam felieton Andrzeja Chłopeckiego, tytuł "Teolog, ornitolog" - he, od razu wiadomo, o kim to. Nie wiedziałem, że 10 grudnia setna rocznica urodzin Messiaena.
Niniejsze dzieło, moi Państwo, to jeden z punktów zwrotnych w moim muzycznym życiu. Przedtem byłem raczej niedzielnym słuchaczem takiej muzy, a to po prostu zmieniło moją perspektywę słuchania. Też Was to zahipnotyzuje. Medytacja. Dwie godziny i czterdzieści minut tych jedynych w swoim stylu słodkich akordów, tym razem na fortepian solo. Na nim Antoni Batagow. To edycja firmy Miełodia z 1990.
Idealna rzecz - na każdą pogodę, więc i na grudzień. Pięć plików:
cz. 1-5: Mediafire, 92 Mb
cz. 6-9: Mediafire, 87 Mb
cz. 10-13: Mediafire, 95 Mb
cz. 14-16: Mediafire, 83 Mb
cz.17-20: FlameUpload, 135 Mb.
ps. dziś z Wyborczą na dvd jeden z filmów mojego życia - "Rozwodów nie będzie"!!!
Tak to się zbiegło. Ponieważ nie czytam "Poradnika działkowca", sięgnąłem po Wyborczą; tam felieton Andrzeja Chłopeckiego, tytuł "Teolog, ornitolog" - he, od razu wiadomo, o kim to. Nie wiedziałem, że 10 grudnia setna rocznica urodzin Messiaena.
Niniejsze dzieło, moi Państwo, to jeden z punktów zwrotnych w moim muzycznym życiu. Przedtem byłem raczej niedzielnym słuchaczem takiej muzy, a to po prostu zmieniło moją perspektywę słuchania. Też Was to zahipnotyzuje. Medytacja. Dwie godziny i czterdzieści minut tych jedynych w swoim stylu słodkich akordów, tym razem na fortepian solo. Na nim Antoni Batagow. To edycja firmy Miełodia z 1990.
Idealna rzecz - na każdą pogodę, więc i na grudzień. Pięć plików:
cz. 1-5: Mediafire, 92 Mb
cz. 6-9: Mediafire, 87 Mb
cz. 10-13: Mediafire, 95 Mb
cz. 14-16: Mediafire, 83 Mb
cz.17-20: FlameUpload, 135 Mb.
ps. dziś z Wyborczą na dvd jeden z filmów mojego życia - "Rozwodów nie będzie"!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)