I właśnie teraz przydałaby się jakaś dyskusja o muzyce.
To jeden z czołowych awangardzistów polskiej muzy lat 50. i później, i to jest jego ostatnie dzieło. Czy to brzmi jak skomponowane w słodkiej epoce gierkowskiej? Raczej nie. Przetworzone dźwięki fortepianu (na nim Szabolcs Esztenyi - przyjaciel naszego ulubieńca Sikorskiego), perkusja plus cała orkiestra, dużo energii, trochę nudy. A moze to ja się za mało wsłuchałem.
Przegrywane 15 lat temu ze zdartego winyla na kiepską kasetę - aż dziw, jak to dobrze słychać. Mediafire, 52 Mb.
Kazimierz Serocki - one of Penderecki's or Lutoslawski's peers. "Pianophonie" made for his last piece of work. Composed for amplified piano and orchestra, performed by Szabolcs Esztenyi (Tomasz Sikorski's close friend) and, erm, can't find my notes here, sorry.
Enjoy - Mediafire, 52 Mb.
niedziela, 23 listopada 2008
Ewa Demarczyk - singiel, 1963
"Karuzela z Madonnami", "Taki pejzaż" i "Czarne anioły" w wersjach z pierwszego singla artystki. Jest to dostępne jako bonus na jednej z edycji pierwszego longa. Albo na winylu w miarę tanio na Allegro. Demarczyk wspominała, że późniejsze, longplejowe wersje tych piosenek są mniej udane. No to voila - Mediafire, 60 Mb.
Ewa Demarczyk's first 7" EP from 1963. All three songs appear on her 1967's LP as well, yet the singer herself considered these versions superior.
Enjoy - Mediafire, 60 Mb.
Ewa Demarczyk's first 7" EP from 1963. All three songs appear on her 1967's LP as well, yet the singer herself considered these versions superior.
Enjoy - Mediafire, 60 Mb.
Gadka pana Mietka
No właśnie o to chodziło, moi mili. Ruszyło się z komentarzami, a wszystkie b. ciekawe. Mało tego, Vox okazał się być sporym hitem - ktoś to ściąga. W przeciwieństwie do Warszawskiej Jesieni 2008. Więc jak, wolicie tu ambitne rzeczy czy komerchę?
Dziękuję także anonimowemu komentatorowi za zaliczenie mojego skromnego bloga do pierwszej ligi - ja bym się w życiu nie równał z blogami Majeranka czy Piotra K.
Generalnie chyba dobrze odczytaliście moje intencje - słuchajmy (lub nie) muzyki nie dlatego, że ją umieszczamy w jakimś nurcie, tylko samą dla siebie.
Poza tym spoko, następne uploady będą w starym stylu. Szykuję też jeden wyjątkowo duży post z przepiękną muzyką - będzie przed świętami.
ps. Wiadomo Kto, co to jest? pierwszy numer brzmiał jak Dome, drugi jak Rongwrong, a trzeci jak "my z kolegą". czy to Ty z kolegą? i chcesz tą Fuszitsuszę?
Dziękuję także anonimowemu komentatorowi za zaliczenie mojego skromnego bloga do pierwszej ligi - ja bym się w życiu nie równał z blogami Majeranka czy Piotra K.
Generalnie chyba dobrze odczytaliście moje intencje - słuchajmy (lub nie) muzyki nie dlatego, że ją umieszczamy w jakimś nurcie, tylko samą dla siebie.
Poza tym spoko, następne uploady będą w starym stylu. Szykuję też jeden wyjątkowo duży post z przepiękną muzyką - będzie przed świętami.
ps. Wiadomo Kto, co to jest? pierwszy numer brzmiał jak Dome, drugi jak Rongwrong, a trzeci jak "my z kolegą". czy to Ty z kolegą? i chcesz tą Fuszitsuszę?
piątek, 21 listopada 2008
Vox (1979), czyli zemsta mojej mamy
Jest gdzieś tak listopad 1980. Świeżo upieczony fan rocka, dziesięcioletni Miecio, zachodzi po szkole do empiku, gdzie na swoim ulubionym stoisku widzi jakieś zamieszanie - płyty rzucili. Wśród nich rzecz, na którą Miecio ostrzył ząbki - "Helicopters" Porter Band. Biegiem do domu po fundusze, a raczej dotację od mamy. Po drodze Mietek knuje chytry plan: "no tak, na płytę jakichś długowłosych narkomanów forsy nie dostanę. Powiem, że jest płyta Voxu - mama ich lubi, a jak wrócę, to powiem, że już wykupili".
No, plan się powiódł w 100%. Helicopters kupowałem sobie jeszcze kilka razy (zdzierał się winyl), aż parę lat temu nabyłem kompakt. I co ciekawe, mniej więcej w tym samym czasie kupiłem też - za całe 3 złote - tamten nieszczęsny Vox na cd. Co gorsza, moja mama się chyba zemściła za defraudację sprzed ćwierć wieku - spodobała mi się ta płyta.
Ten zespół jest ZBYT obciachowy, by załapać się na nostalgię za obciachem. Nie ma ich na składankach z serii Polish Funk (a trafił tam akompaniujący im Alex Band). Nie ma też hasła "Vox" w książce "333 popkulturowe rzeczy PRL", co uważam za poważny błąd tej publikacji (zwłaszcza, że jest tam Vondrackova). Myślę sobie, że zbiorowa pamięć dałaby radę ich przetrawić, gdyby byli homoseksualistami. A tak - co tu z nimi począć?
Płyta ma przede wszystkim zajebistą wartość kulturoznawczą. Posłuchajmy np. utworu "Ale Feeling" - flaki z olejem, ale była tam i wtedy publiczność, która się nim ekscytowała. Następna pieśń, "Masz w oczach dwa nieba" - "u u u uuuu", i już widzę te wszystkie Lucyny (Haliny, Krystyny) w sukienkach a la zasłona hotelowa i fryzurach a la Farah Fawcett, mięknące w ramionach restauracyjnych Borewiczów.
Kompozycje, myślę, zahaczają o nurt "outsider music" - te podróby Bee Gees były robione (zresztą dobrze) w świętej niewinności. Co z tego, że wspomniane "Dwa nieba" to zrzyna z "How Deep Is Your Love", a "Dopiero dziś" to wypisz wymaluj "Until". Rynkowski jako kompozytor w świetnej formie ("Lucy"). Teksty: pisali je np. P. Howil czy T. Rayer - ani chybi pseudonimy jakichś esbeków.
Pierwotnie chciałem zamieścić tylko repertuar oryginalnego LP, ale singlowe bonusy - Bananowy song i Dwa nieba w anglojęzycznych wersjach i dwa kowery Bee Gees (!!!) - mają tak cudownie koślawe tytuły, że nawet zespoły pop z Molvanii się chowają.
Proszę się częstować - Mediafire, 98 Mb.
hasło - panmietekblogspotcom
No, plan się powiódł w 100%. Helicopters kupowałem sobie jeszcze kilka razy (zdzierał się winyl), aż parę lat temu nabyłem kompakt. I co ciekawe, mniej więcej w tym samym czasie kupiłem też - za całe 3 złote - tamten nieszczęsny Vox na cd. Co gorsza, moja mama się chyba zemściła za defraudację sprzed ćwierć wieku - spodobała mi się ta płyta.
Ten zespół jest ZBYT obciachowy, by załapać się na nostalgię za obciachem. Nie ma ich na składankach z serii Polish Funk (a trafił tam akompaniujący im Alex Band). Nie ma też hasła "Vox" w książce "333 popkulturowe rzeczy PRL", co uważam za poważny błąd tej publikacji (zwłaszcza, że jest tam Vondrackova). Myślę sobie, że zbiorowa pamięć dałaby radę ich przetrawić, gdyby byli homoseksualistami. A tak - co tu z nimi począć?
Płyta ma przede wszystkim zajebistą wartość kulturoznawczą. Posłuchajmy np. utworu "Ale Feeling" - flaki z olejem, ale była tam i wtedy publiczność, która się nim ekscytowała. Następna pieśń, "Masz w oczach dwa nieba" - "u u u uuuu", i już widzę te wszystkie Lucyny (Haliny, Krystyny) w sukienkach a la zasłona hotelowa i fryzurach a la Farah Fawcett, mięknące w ramionach restauracyjnych Borewiczów.
Kompozycje, myślę, zahaczają o nurt "outsider music" - te podróby Bee Gees były robione (zresztą dobrze) w świętej niewinności. Co z tego, że wspomniane "Dwa nieba" to zrzyna z "How Deep Is Your Love", a "Dopiero dziś" to wypisz wymaluj "Until". Rynkowski jako kompozytor w świetnej formie ("Lucy"). Teksty: pisali je np. P. Howil czy T. Rayer - ani chybi pseudonimy jakichś esbeków.
Pierwotnie chciałem zamieścić tylko repertuar oryginalnego LP, ale singlowe bonusy - Bananowy song i Dwa nieba w anglojęzycznych wersjach i dwa kowery Bee Gees (!!!) - mają tak cudownie koślawe tytuły, że nawet zespoły pop z Molvanii się chowają.
Proszę się częstować - Mediafire, 98 Mb.
hasło - panmietekblogspotcom
poniedziałek, 17 listopada 2008
Eugeniusz Rudnik - Collage (1965), Martwa natura z ptakiem, zegarem, strzelcem i panną (97)
Ująłeś mnie, Rajzbret, swoim komentarzem. Specjalnie z tej okazji dwa inne Rudniki z moich kaset: niby dzieli je wszystko, ale klimat ten sam - ciepły, swojski, absurdalny, jaki tam jeszcze.
Rudnik, nie kompozytor a inżynier dźwięku, w Collage'u wykorzystał m. in. przydźwięk ze wzmacniacza. (Znowu się Sonic Youth kłaniają, choć o tym nie wiedzą nic). A "Martwa natura..." brzmi bardzo podobnie do "Ptaków...", ale bardziej bagniście.
Zresztą sami usłyszycie - Mediafire, 34 Mb.
hasło (password) - skomentuj
Rudnik, nie kompozytor a inżynier dźwięku, w Collage'u wykorzystał m. in. przydźwięk ze wzmacniacza. (Znowu się Sonic Youth kłaniają, choć o tym nie wiedzą nic). A "Martwa natura..." brzmi bardzo podobnie do "Ptaków...", ale bardziej bagniście.
Zresztą sami usłyszycie - Mediafire, 34 Mb.
hasło (password) - skomentuj
Etykiety:
contemporary classical,
field recordings,
genius,
Polish,
radio
Odzew
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze - stare i nowe. Jak powiedziałem, piszcie, cokolwiek myślicie.
Zawsze dyskutowałem ze znajomymi o rocku, także w jego awangardowej odmianie, natomiast jazz i (zwłaszcza) poważkę odkrywałem w dużej mierze na własną rękę. Chyba nie ma subkultur młodzieżowych, które chodzą bandami, piją wino i słuchają Pendereckiego. Zapraszam Was do właśnie takiej bandy (wino każdy we własnym zakresie).
Odbiór.
PS. Polecam też zajrzeć na moje inne blogi: The Big F i Decent Island. Tam po angielskiemu się staram pisać, bo one w sumie dla międzynarodowego czytelnika. Ale poradzicie se.
Zawsze dyskutowałem ze znajomymi o rocku, także w jego awangardowej odmianie, natomiast jazz i (zwłaszcza) poważkę odkrywałem w dużej mierze na własną rękę. Chyba nie ma subkultur młodzieżowych, które chodzą bandami, piją wino i słuchają Pendereckiego. Zapraszam Was do właśnie takiej bandy (wino każdy we własnym zakresie).
Odbiór.
PS. Polecam też zajrzeć na moje inne blogi: The Big F i Decent Island. Tam po angielskiemu się staram pisać, bo one w sumie dla międzynarodowego czytelnika. Ale poradzicie se.
sobota, 15 listopada 2008
Hasło
Zależy mi na Waszych komentarzach.
Dziękuję za te, co są; piszcie! cokolwiek - podobało się, nie podobało się, jedno i drugie.
Od następnego posta wprowadzę hasło 'skomentuj'. Albo jakoś tak.
Dziękuję za te, co są; piszcie! cokolwiek - podobało się, nie podobało się, jedno i drugie.
Od następnego posta wprowadzę hasło 'skomentuj'. Albo jakoś tak.
Krzysztof Komeda - Astigmatic, 1966
Jeśli jakimś cudem ktoś jeszcze nie zna, to niech jak najszybciej nadrobi. Trzy numery - Astigmatic, Svantetic i Kattorna. (Wiem, że powinienem padać na twarz przed kompozycją tytułową, ale mi się zawsze bardziej strona b podobała.)
Zgrywane z wersji CD sprzed kilku lat (NIE z tej niedawnej reedycji) - takie jakieś to brzmienie, nie wiem, ostre. Lepiej mi gra stary winyl na starym patefonie, słowo daję.
Radzę sobie kupić - Polskie Nagrania wydały niedawno winyla, nie jest super drogi. Choć mojej okazji chyba nie przebijecie - za swój egzemplarz dałem 5 złotych w komisie. Dużo szczęścia życzy kominiarz.
A póki co: Megaupload, 100 Mb.
For my ears, this is not the best sounding edition of this kick-ass classic which, surpisingly enough, was by and large the only proper LP from the Polish laryngologist-turned-jazz pianist/composer released during his lifetime. With reissues galore including a mid-00's vinyl pressing, let this be your entry point to a gone never to return world: Megaupload, 100 Mb.
Zgrywane z wersji CD sprzed kilku lat (NIE z tej niedawnej reedycji) - takie jakieś to brzmienie, nie wiem, ostre. Lepiej mi gra stary winyl na starym patefonie, słowo daję.
Radzę sobie kupić - Polskie Nagrania wydały niedawno winyla, nie jest super drogi. Choć mojej okazji chyba nie przebijecie - za swój egzemplarz dałem 5 złotych w komisie. Dużo szczęścia życzy kominiarz.
A póki co: Megaupload, 100 Mb.
For my ears, this is not the best sounding edition of this kick-ass classic which, surpisingly enough, was by and large the only proper LP from the Polish laryngologist-turned-jazz pianist/composer released during his lifetime. With reissues galore including a mid-00's vinyl pressing, let this be your entry point to a gone never to return world: Megaupload, 100 Mb.
Jerzy Milian Trio - Baazaar, 1969
Trio niesamowitego Miliana z Jackiem Bednarkiem na basie (i gidjaku, cokolwiek to jest) i Grzegorzem Gierłowskim na bębnach. Brakuje czegoś do pełni szczęścia? Mamy jeszcze Ewę Wanat na wokalu. (No, z obowiązku jeszcze wymieńmy flecistę Janusza Mycha).
Piękne brzmienia i klimaty, fryzury bombka, sukienki mini - wszystko, czego wymagam od jazzu.
DivShare, 70 Mb (mp3 320) albo DivShare, 172 Mb (ape).
Piękne brzmienia i klimaty, fryzury bombka, sukienki mini - wszystko, czego wymagam od jazzu.
DivShare, 70 Mb (mp3 320) albo DivShare, 172 Mb (ape).
Dzwony japońskich świątyń - Japanese Temple Bells
No to coś z zupełnie innej beczki. To nie muzyka. Płyta "Japanese Temple Bells 8-17th Century" zawiera, zgodnie z tytułem, nagrania dzwonów (niekiedy drewnianych) z japońskich świątyń. Ech, naprawdę powinienem był to dać na wiosnę.
Prawie godzina nie-muzyki. Ale za to relaksuje.
Mediafire, 80 Mb.
Prawie godzina nie-muzyki. Ale za to relaksuje.
Mediafire, 80 Mb.
Warszawska Jesień, 2008
Ciągle mi się nie chce ripować obiecanych dawno płyt z WJ 2000 i 2001. Na kolejną pocieszkę dwa dobre numery z tegorocznego festiwalu. Młody (no, rocznik 71, rok młodszy ode mnie) kompozytor Wojciech Widłak i jego "Wziemięwzięcie" dedykowane ofiarom 11 września. Nie jest to najweselsza rzecz, ale brzmi pięknie (są tu organy). No i "Uaxactum" - kompozycja super klasyka Giacinto Scelsiego. Ta-ra - pierwszy raz na moim blogu nie-polska muzyka.
Proszę się częstować:
Wojciech Widłak - Wziemięwzięcie
Giacinto Scelsi - Uaxactum
Proszę się częstować:
Wojciech Widłak - Wziemięwzięcie
Giacinto Scelsi - Uaxactum
Etykiety:
contemporary classical,
Polish,
radio,
unreleased,
Warsaw Autumn
piątek, 14 listopada 2008
Pan Witek - Gość z Atlantydy (2000)
To już drugi - po Lutosławskim - pan Witek na tym blogu. Najwybitniejszy polski reprezentant nurtu outsider music. Doskonałe połączenie umysłu z instrumentem, wspaniałe, acz momentami drastyczne, teksty, niesamowite techniki wokalne.
Kaseta z wytwórni Biodro; Wikipedia podaje, że jest też ce de, ale mi się wierzyć nie chce. Wykonano w trybie "na żywo, ale w studiu" (notabene nagrał to Maciej Cieślak); zdecydowałem się nie zaburzać dramaturgii performance'u i zgrałem do dwóch plików - A i B.
Strona A:
1. Spidi Gonzales - tłist egien
2. Kuantadamera
3. Koń na biegunach
4. To były piękne dni
5. Nie pijcie przed weselem
6. Noc poślubna
7. Mój koń nie mieści mi się w dłoń
8. Ela (a niech cię jasna cholera).
Strona B:
1. Ruiny Edenu
2. Ty odeszłaś tamtej nocy z tamtym panem
3. Mówili ludzie: nie wierz dziewczynie
4. Kiedyś zrozumiesz
5. Chcę ci dać
6. Idąc przez życie
7. Jestem kosmitą.
Młodszym słuchaczom należałoby wyjaśnić, że użyte w refrenie mojej ulubionej piosenki "Nie pijcie przed weselem" słowo "kobra" oznacza mniej więcej tyle, co "czwartkowy wieczorny seans kryminału w telewizji".
Proszę się częstować - Mediafire, 98 Mb.
Kaseta z wytwórni Biodro; Wikipedia podaje, że jest też ce de, ale mi się wierzyć nie chce. Wykonano w trybie "na żywo, ale w studiu" (notabene nagrał to Maciej Cieślak); zdecydowałem się nie zaburzać dramaturgii performance'u i zgrałem do dwóch plików - A i B.
Strona A:
1. Spidi Gonzales - tłist egien
2. Kuantadamera
3. Koń na biegunach
4. To były piękne dni
5. Nie pijcie przed weselem
6. Noc poślubna
7. Mój koń nie mieści mi się w dłoń
8. Ela (a niech cię jasna cholera).
Strona B:
1. Ruiny Edenu
2. Ty odeszłaś tamtej nocy z tamtym panem
3. Mówili ludzie: nie wierz dziewczynie
4. Kiedyś zrozumiesz
5. Chcę ci dać
6. Idąc przez życie
7. Jestem kosmitą.
Młodszym słuchaczom należałoby wyjaśnić, że użyte w refrenie mojej ulubionej piosenki "Nie pijcie przed weselem" słowo "kobra" oznacza mniej więcej tyle, co "czwartkowy wieczorny seans kryminału w telewizji".
Proszę się częstować - Mediafire, 98 Mb.
Tomasz Sikorski - Homofonia (1968)
Przepraszam, że w taką pogodę Sikorskiego daję. Ale jest niezły. Rzecz sprzed 40 lat; miała to być, według zamysłu kompozytora, muzyka statyczna. Dziś oczywiście powiedzielibyśmy "ambient". (To jak: był jakiś postęp przez te 40 lat czy nie?) 11 minut i 11 sekund.
Nagrane z radia, bez redukcji szumów, na dobrej kasecie. Proszę się częstować: Mediafire, 19 Mb.
Nagrane z radia, bez redukcji szumów, na dobrej kasecie. Proszę się częstować: Mediafire, 19 Mb.
Etykiety:
contemporary classical,
genius,
Polish,
radio,
unreleased
Włodzimierz Kotoński - Pełnia lata (1979)
Ponieważ, jak ostatnio przeczytałem, "Stirlitz nie lubił masowych rozstrzeliwań, ale odmówić jakoś nie wypadało", też polecę prawem serii i zaproponuję kilka staroci od razu.
Myślę, że połowa listopada to idealna pora na tę muzykę. Drugi numer z cyklu pana Kotońskiego o czterech porach roku - "Pełnia lata" na kameralny skład (na fortepianie Zygmunt Krauze tu gra) i taśmę. Od razu się słodko w okolicach serca robi. Nie, "słodko" to nie to słowo. Jakoś zapomniałem właściwego.
(drogi (droga?) @ro - dzięki za dwa numery Kotońskiego w komentarzach do Rudnika. On (Rudnik) pisał muzykę do filmów animowanych, ale chyba nie do Antoniszczaka, ale do Szczechury - to jego jest te żżżżu, żżżżu, żżżżu w "Podróży")
Nagranie z kasety, z radia, nawet specjalnie nie szumi. Dobrze słychać. Wydaje mi się, że mam gdzieś jeszcze "Muzykę wiosenną" z tej samej serii, ale jakoś nie mogę znaleźć.
Proszę się częstować - Mediafire, 34 Mb. 18 minut i 19 sekund błogostanu.
Myślę, że połowa listopada to idealna pora na tę muzykę. Drugi numer z cyklu pana Kotońskiego o czterech porach roku - "Pełnia lata" na kameralny skład (na fortepianie Zygmunt Krauze tu gra) i taśmę. Od razu się słodko w okolicach serca robi. Nie, "słodko" to nie to słowo. Jakoś zapomniałem właściwego.
(drogi (droga?) @ro - dzięki za dwa numery Kotońskiego w komentarzach do Rudnika. On (Rudnik) pisał muzykę do filmów animowanych, ale chyba nie do Antoniszczaka, ale do Szczechury - to jego jest te żżżżu, żżżżu, żżżżu w "Podróży")
Nagranie z kasety, z radia, nawet specjalnie nie szumi. Dobrze słychać. Wydaje mi się, że mam gdzieś jeszcze "Muzykę wiosenną" z tej samej serii, ale jakoś nie mogę znaleźć.
Proszę się częstować - Mediafire, 34 Mb. 18 minut i 19 sekund błogostanu.
czwartek, 13 listopada 2008
Basspace - 1989
Tak żeby się przypomnieć, że jeszcze żyję.
Pan Mietek ma mało płyt (i bardzo kiepski gramofon, na którym szkoda kłaść wartościową płytę) i dlatego zgrywa z kaset.
Niniejsze nagrania to rzadkość nad rzadkości - zespół Basspace z roku chyba 1989, może wcześniej. To miała być ich trzecia płyta, ale oczywiście nic z tego nie wyszło i Witold Szczurek zaraz potem wyemigrował.
To są trzy numery tylko, nagrywane z radia, z baaardzo starej kasety (oczywiście mono - to znaczy, taśmociąg stereo, ale radio wtedy nadawało w mono!). Niezwykły skład zespołu: Henryk Gembalski - skrzypce, Maciej Strzelczyk - skrzypce, lider na kontrabasie i Kazimierz Jonkisz - bębny. Cytując Laskowika, "taka zbieranina", ale zgrani doskonale. A grają, hm, właściwie rocka. Jakby dwie gitary i sekcja. Pierwszy numer, nie wiem czemu, ale z Sonic Youth mi się kojarzy. Chyba przez te niby sprzężenia na skrzypcach. Dwa pozostałe - hity, aż się kurzy. Pamiętam, że Szczurek (podobnie jak Krzesimir Dębski) zachwycał się zespołem XTC.
Nie znam tytułów, wydaje mi się, że nr 3 to Fifteen Questions, które w całkiem innej wersji było na pierwszej płycie.
Proszę się częstować i cieszyć: nowy link.
Pan Mietek ma mało płyt (i bardzo kiepski gramofon, na którym szkoda kłaść wartościową płytę) i dlatego zgrywa z kaset.
Niniejsze nagrania to rzadkość nad rzadkości - zespół Basspace z roku chyba 1989, może wcześniej. To miała być ich trzecia płyta, ale oczywiście nic z tego nie wyszło i Witold Szczurek zaraz potem wyemigrował.
To są trzy numery tylko, nagrywane z radia, z baaardzo starej kasety (oczywiście mono - to znaczy, taśmociąg stereo, ale radio wtedy nadawało w mono!). Niezwykły skład zespołu: Henryk Gembalski - skrzypce, Maciej Strzelczyk - skrzypce, lider na kontrabasie i Kazimierz Jonkisz - bębny. Cytując Laskowika, "taka zbieranina", ale zgrani doskonale. A grają, hm, właściwie rocka. Jakby dwie gitary i sekcja. Pierwszy numer, nie wiem czemu, ale z Sonic Youth mi się kojarzy. Chyba przez te niby sprzężenia na skrzypcach. Dwa pozostałe - hity, aż się kurzy. Pamiętam, że Szczurek (podobnie jak Krzesimir Dębski) zachwycał się zespołem XTC.
Nie znam tytułów, wydaje mi się, że nr 3 to Fifteen Questions, które w całkiem innej wersji było na pierwszej płycie.
Proszę się częstować i cieszyć: nowy link.
środa, 17 września 2008
Witold Lutosławski - IV Symfonia (1992)
To też jeszcze nie jest z obiecanych płyt, ale za to z Warszawskiej Jesieni. Płyta się nazywa "Lutosławski - ostatni koncert", a odbył się on 25 września 1993 - zaraz 15. rocznica.
Lutosławski - facet niezwykły. Mój idol. Wyobraźcie sobie, że dopiero po jego śmierci wyszło na jaw, że dawał pieniądze na zagraniczne operacje chorych dzieci. No i jeszcze piłka nożna nie istniała dla niego. IV Symfonia trochę mnie zaskoczyła - jest raczej krótka (22 minuty), no i te niebiańskie brzmienia. Dałbym się oszukać, że to Messiaen.
Cieszcie się - Mediafire, 80 Mb (format .ape)
PS. Była ostatnio - chyba na Winylowni - dyskusja o zapomnianych sklepach z winylami, których już nie ma (sklepów, nie winyli). Teraz raczej z kompaktami są takie sklepy - niniejszą płytę kupiłem parę dni temu w Kutnie. Trochę płyt jeszcze było - także Penderecki - jak to się mówi, "od" 16 złotych. Spędziłem w tym Kutnie półtorej godziny między dwoma "different trains". Myślałem, że dobrze się czuję w PRLowskim oldskulu, żeby nie powiedzieć syfie, ale ten pobyt wyprowadził mnie z błędu. Bar dworcowy, szachownica na podłodze, krzesła w ceratkę, jedyna osoba - bufetowa czytająca "Naj". Smród odrzucił mnie w miasto. Tam zjadłem placek zbójnicki (nie pytajcie) w podobnie wyglądającym barze w centrum, tylko bez okien. Jeszcze cukiernia - w górę po obiecująco rozwalonych schodkach, ale NIC w niej dla mnie, a to już sztuka. Jedyna fajna rzecz to wystawa sklepu hydraulicznego - poniosła skromnego rzemieślnika fantazja i takie cudo poskręcał ze swoich wichajstrów:

Nawet mimo tego opuszczałem Kutno w nieciekawym nastroju. Dzień później media doniosły o potwornej zbrodni w tym mieście. "O, Kutno okrutne..."
Lutosławski - facet niezwykły. Mój idol. Wyobraźcie sobie, że dopiero po jego śmierci wyszło na jaw, że dawał pieniądze na zagraniczne operacje chorych dzieci. No i jeszcze piłka nożna nie istniała dla niego. IV Symfonia trochę mnie zaskoczyła - jest raczej krótka (22 minuty), no i te niebiańskie brzmienia. Dałbym się oszukać, że to Messiaen.
Cieszcie się - Mediafire, 80 Mb (format .ape)
PS. Była ostatnio - chyba na Winylowni - dyskusja o zapomnianych sklepach z winylami, których już nie ma (sklepów, nie winyli). Teraz raczej z kompaktami są takie sklepy - niniejszą płytę kupiłem parę dni temu w Kutnie. Trochę płyt jeszcze było - także Penderecki - jak to się mówi, "od" 16 złotych. Spędziłem w tym Kutnie półtorej godziny między dwoma "different trains". Myślałem, że dobrze się czuję w PRLowskim oldskulu, żeby nie powiedzieć syfie, ale ten pobyt wyprowadził mnie z błędu. Bar dworcowy, szachownica na podłodze, krzesła w ceratkę, jedyna osoba - bufetowa czytająca "Naj". Smród odrzucił mnie w miasto. Tam zjadłem placek zbójnicki (nie pytajcie) w podobnie wyglądającym barze w centrum, tylko bez okien. Jeszcze cukiernia - w górę po obiecująco rozwalonych schodkach, ale NIC w niej dla mnie, a to już sztuka. Jedyna fajna rzecz to wystawa sklepu hydraulicznego - poniosła skromnego rzemieślnika fantazja i takie cudo poskręcał ze swoich wichajstrów:

Nawet mimo tego opuszczałem Kutno w nieciekawym nastroju. Dzień później media doniosły o potwornej zbrodni w tym mieście. "O, Kutno okrutne..."
Eugeniusz Rudnik - Ptacy i ludzie (1991-93)
Od razu kop: moi mili, to jest mój ulubiony utwór wszech czasów. Bez jaj. Rzecz ze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia. Rudnik, facet, który był/jest tam realizatorem, robi też własne utwory - w swoim stylu i z charakterystycznym brzmieniem, mimo, że techniką collage'u pracuje. "Ptacy i ludzie - etiuda koncertowa na czworo artystów, troje skrzypiec, dwa słowiki, nożyczki i garncarkę ludową" mieści w sobie jeszcze nagrania do nauki francuskiego i gadki z próby jakiegoś utworu Pendereckiego - to jego jest ten głos "a masz partyturę?". No i jeszcze ta garncarka ludowa... Genialne. 15 minut, słuchać można w kółko.
Nagranie z radia, ze starej kasety. Szumi, ale niech tam. Ten utwór to było przecież takie pożegnanie z analogowym montażem. Zakochacie się w tym.
Mediafire, 27 Mb.
PS: NIE WIEDZIEĆ CZEMU, JEST TO INNA WERSJA TEJ KOMPOZYCJI NIŻ TA, KTÓRĄ MOŻNA ZNALEŹĆ NA ANTOLOGII ALBO UBUWEB.
A different version of one of Mr. Rudnik's greatest. Recorded from a 1994 radio broadcast. My fave piece of music of all time, really. Mediafire, 27 Mb.
Nagranie z radia, ze starej kasety. Szumi, ale niech tam. Ten utwór to było przecież takie pożegnanie z analogowym montażem. Zakochacie się w tym.
Mediafire, 27 Mb.
PS: NIE WIEDZIEĆ CZEMU, JEST TO INNA WERSJA TEJ KOMPOZYCJI NIŻ TA, KTÓRĄ MOŻNA ZNALEŹĆ NA ANTOLOGII ALBO UBUWEB.
A different version of one of Mr. Rudnik's greatest. Recorded from a 1994 radio broadcast. My fave piece of music of all time, really. Mediafire, 27 Mb.
Etykiety:
contemporary classical,
field recordings,
genius,
Polish,
radio,
unreleased
Tak sobie myślę,...
...na pewno naiwnie, bo naiwny ze mnie chłop mimo prawie czterdziestki, że może tak Kwasek jakoś dotrze i poczyta sobie, co wypisujemy tu albo u Piotra K., zobaczy, że ludzie sobie udostępniają, że pamiętają, zachwycają się...może podpierniczy komuś gitarę i znów zacznie dźwięki wydobywać...zostało coś tam na dnie jeszcze? Naiwny jesteś, Mieczysławie...
wtorek, 16 września 2008
PRL - ALARM!!!
No, moi Państwo, wśród komentarzy znalazł się i taki od anonimowego czytelnika:
Hej. Mam płytę"zła wiadomość".
Podaj maila czy coś, albo napisz w paru słowach (ale jasno) jak wejść na jakiś bezpłatny serwer, gdzie bez wielkich mecyji i formularzuy mogę udostępnić to i owo.
By the way, każde nagranie live, TELEDYSKI PRL mile widziane!!!!
Serce mocniej zabiło. No dobra, rozumiem, że udostępniasz w którymś formacie lossless. To będzie pewnie z 350 megabajtów - dla swojej wygody (w razie jakby się zerwało połączenie, co może się zawsze zdarzyć) połącz te piosenki w dwa pliki RAR lub ZIP. Myślę, że najlepiej to na Megaupload zrobić - tam możesz je umieścić bez żadnego logowania, trzeba tylko cokolwiek wpisać w polu "Podaj opis zawartości pliku" i kliknąć "akceptuję warunki".
Z góry dziękuję w imieniu swoim i wszystkich, którzy pamiętają PRL.
No i dołączam się do apelu o nagrania i teledyski. Nie mam jak zgrać tej kasety video, którą mam.
Czuwaj.
PS. Sytri, w tym tygodniu poumieszczam Twoje zgrania jako regularne posty, OK? I jak tam Reportaż z Cutlerem?
ps 2. "Zła wiadomość" z CD, format FLAC:
http://www.megaupload.com/?d=96WJ9NB9
http://www.megaupload.com/?d=1DO6M0NP
http://www.megaupload.com/?d=02VUU5UB
http://www.megaupload.com/?d=I31Z08BQ
http://www.megaupload.com/?d=NLWM366J
http://www.megaupload.com/?d=731K51P3
dzię-
ku-
je-
my!!!
Hej. Mam płytę"zła wiadomość".
Podaj maila czy coś, albo napisz w paru słowach (ale jasno) jak wejść na jakiś bezpłatny serwer, gdzie bez wielkich mecyji i formularzuy mogę udostępnić to i owo.
By the way, każde nagranie live, TELEDYSKI PRL mile widziane!!!!
Serce mocniej zabiło. No dobra, rozumiem, że udostępniasz w którymś formacie lossless. To będzie pewnie z 350 megabajtów - dla swojej wygody (w razie jakby się zerwało połączenie, co może się zawsze zdarzyć) połącz te piosenki w dwa pliki RAR lub ZIP. Myślę, że najlepiej to na Megaupload zrobić - tam możesz je umieścić bez żadnego logowania, trzeba tylko cokolwiek wpisać w polu "Podaj opis zawartości pliku" i kliknąć "akceptuję warunki".
Z góry dziękuję w imieniu swoim i wszystkich, którzy pamiętają PRL.
No i dołączam się do apelu o nagrania i teledyski. Nie mam jak zgrać tej kasety video, którą mam.
Czuwaj.
PS. Sytri, w tym tygodniu poumieszczam Twoje zgrania jako regularne posty, OK? I jak tam Reportaż z Cutlerem?
ps 2. "Zła wiadomość" z CD, format FLAC:
http://www.megaupload.com/?d=96WJ9NB9
http://www.megaupload.com/?d=1DO6M0NP
http://www.megaupload.com/?d=02VUU5UB
http://www.megaupload.com/?d=I31Z08BQ
http://www.megaupload.com/?d=NLWM366J
http://www.megaupload.com/?d=731K51P3
dzię-
ku-
je-
my!!!
niedziela, 7 września 2008
Krew na życzenie
Fanfary - pierwsza prośba, jaką realizuję. I w sumie pierwszy wyjątek od zasady "udostępniam to, co lubię". Kaseta (chyba bez tytułu) zespołu Krew - z Warszawy, nie mylić z grającym w tym samym czasie awangardowym zespołem z Poznania (ma ktoś? udostępni ktoś?). Wcześniejszy zespół Rafała Kwaśniewskiego - Kwaska z PRL. Trudno właściwie powiedzieć, co grają. Pokombinowany prosty rock and roll. Dużo klawiszy, Wojciech Konikiewicz na nich. Dużym zaskoczeniem - dla fana PRL - są teksty, poruszające dużo szersze spektrum tematów niż to, że wszystkie kobiety są złe (szczególnie ładne), a w życiu niestety nie wyszło nic. Zwłaszcza utwór "Czarna twarda kamienista droga", traktujący o, hm, życiu religijnym.
Całość jednak zdecydowanie ma swój wyraz. Taka, powiedzmy, nieudana płyta ciekawego zespołu.
Jakość dźwięku zabija. To nie jest piąta kopia na Kasprzaku, to jest NAPRAWDĘ z oryginalnej kasety. Przegrywałem bez redukcji szumów, bo już NIC by nie było słychać. Ale - tak było. Polton 1989.
Całość jednak zdecydowanie ma swój wyraz. Taka, powiedzmy, nieudana płyta ciekawego zespołu.
Jakość dźwięku zabija. To nie jest piąta kopia na Kasprzaku, to jest NAPRAWDĘ z oryginalnej kasety. Przegrywałem bez redukcji szumów, bo już NIC by nie było słychać. Ale - tak było. Polton 1989.
Tie Break - koncert w Trójce, 2004
To jest dobry zespół. Ich pierwsza płyta, koncert ze stycznia 1988, wydana w pierwszych dniach urzędowania gabinetu premiera Mazowieckiego, to absolutnie jedna z fundamentalnych rzeczy dla polskiej muzyki lat 90. - bez ich brzmienia, filozofii grania zespołowego, i w ogóle całości przekazu nie byłoby Voo Voo, Świetlików czy Ewy Braun.
(Próbowałem zgrać tę płytę, ale naprawdę mój patefon słabo chodzi)
Potem, w latach 90., trochę zmiękli i ich nagrania z tych lat, wydawane na kasetach w jakichś oficynach chrześcijańskich, w ogóle mnie nie poruszały. Na szczęście na tym koncercie znów dostali porządnego kopa z góry - energia jak na pierwszej płycie. Zresztą częściowo tamten repertuar grają.
Niestety, słuchając właśnie tych nagrań (a dokładnie siódmego, ostrej wersji "Gin Gi Lob"), przypomniałem sobie, dlaczego nie lubię jazzu - bo tam są SOLÓWKI!!! A w tym utworze, o zgrozo, NA PERKUSJI!.. na to powinien być paragraf w kodeksie karnym...
Cóż, nikt nie jest doskonały. Ale poza tym ten koncert (z gościnnym udziałem Gendosa, muzyka z Tuwy) jest świetny i proszę się częstować: część pierwsza i część druga.
(Próbowałem zgrać tę płytę, ale naprawdę mój patefon słabo chodzi)
Potem, w latach 90., trochę zmiękli i ich nagrania z tych lat, wydawane na kasetach w jakichś oficynach chrześcijańskich, w ogóle mnie nie poruszały. Na szczęście na tym koncercie znów dostali porządnego kopa z góry - energia jak na pierwszej płycie. Zresztą częściowo tamten repertuar grają.
Niestety, słuchając właśnie tych nagrań (a dokładnie siódmego, ostrej wersji "Gin Gi Lob"), przypomniałem sobie, dlaczego nie lubię jazzu - bo tam są SOLÓWKI!!! A w tym utworze, o zgrozo, NA PERKUSJI!.. na to powinien być paragraf w kodeksie karnym...
Cóż, nikt nie jest doskonały. Ale poza tym ten koncert (z gościnnym udziałem Gendosa, muzyka z Tuwy) jest świetny i proszę się częstować: część pierwsza i część druga.
piątek, 5 września 2008
Jazz Jamboree 1961
No wiem, że miała być Warszawska Jesień, wiem. Chwilowo trochę dżezu będzie. Niby tej muzyki nie lubię, ale raz na 10 lat cuś mnie weźmie i o dziwo mi się podoba ten, cytując film "The Commitments", muzyczny onanizm.
Trzy nagrania z "płyty długogrającej drobnorowkowej" z kroniką dźwiękową wspomnianego Dżez Dżembory. Swoją drogą to bardzo ciekawa płyta, pokazująca walkę starego z nowym - przeplatają się tu dżez tradycyjny i burżuazyjne nowinki. Ponieważ "udostępniam" tylko to, co lubię, pominę te nowoorleańskie wyziewy i do dzieła.
Moi drodzy, trio Komedy niespodziewanie gra taki cool jazz (utwór "To albo to", tu podpisany po angielskiemu "This or This"), że od razu poczujecie się jak w filmie "Pingwin". Dalej - Jazz Outsiders to zespół Ptaszyna Wróblewskiego (super gość, uwielbiam go), z Sadowskim na fortepianie. Kompozycja Ptaszyna "Nineteenager's Riff" to ognisty, adderleyowaty numer. Myślę, że gdyby więcej ludzi zrzynało z Adderleya, to świat byłby lepszy. I na koniec "Drążek" Kalwiński. Tak, to jest człowiek. Jeszcze paru innych zacnych przedstawicieli gatunku homo sapiens z nim gra - niejaki Sadowski na fortepianie, S. Otałęga na basie i W. Schoenborn (eee, jak tutaj wstawić umlaut?) na bębnach - jego kompozycję pod wszystko mówiącym tytułem "Jazz 61".
Proszę się częstować - Mediafire, 42 Mb.
Trzy nagrania z "płyty długogrającej drobnorowkowej" z kroniką dźwiękową wspomnianego Dżez Dżembory. Swoją drogą to bardzo ciekawa płyta, pokazująca walkę starego z nowym - przeplatają się tu dżez tradycyjny i burżuazyjne nowinki. Ponieważ "udostępniam" tylko to, co lubię, pominę te nowoorleańskie wyziewy i do dzieła.
Moi drodzy, trio Komedy niespodziewanie gra taki cool jazz (utwór "To albo to", tu podpisany po angielskiemu "This or This"), że od razu poczujecie się jak w filmie "Pingwin". Dalej - Jazz Outsiders to zespół Ptaszyna Wróblewskiego (super gość, uwielbiam go), z Sadowskim na fortepianie. Kompozycja Ptaszyna "Nineteenager's Riff" to ognisty, adderleyowaty numer. Myślę, że gdyby więcej ludzi zrzynało z Adderleya, to świat byłby lepszy. I na koniec "Drążek" Kalwiński. Tak, to jest człowiek. Jeszcze paru innych zacnych przedstawicieli gatunku homo sapiens z nim gra - niejaki Sadowski na fortepianie, S. Otałęga na basie i W. Schoenborn (eee, jak tutaj wstawić umlaut?) na bębnach - jego kompozycję pod wszystko mówiącym tytułem "Jazz 61".
Proszę się częstować - Mediafire, 42 Mb.
Subskrybuj:
Posty (Atom)